wtorek, 27 czerwca 2017

Krótka historia o blond pindzie

Znalezione obrazy dla zapytania best friends funnyZnalezione obrazy dla zapytania best friends funnyDwa lata temu po raz pierwszy wyszłam do supermarketu z blond pindą, która była okropnie zarozumiała i napuszona. Byłam jedyną Polką na kontrakcie prócz niej i ze względu na to, że przyleciała po mnie czułam się zobowiązana do pokazania jej gdzie co jest. Dobrze, że po drodze nie nazwała mnie anorektyczką jak rozmawiałyśmy o diecie, w moich oczach była o wiele szczuplejsza niż ja, więc był to dla mnie szczyt bezczelności. W skrócie - nie przypadłyśmy sobie do gustu i przez kolejne kilka dni rozmawiałyśmy bardziej z grzeczności. Bywa i tak. Nie każda osoba z tego samego kraju musi się z tobą dobrze dogadać i szybko się z tym pogodziłam, że nie będę zbytnio mówić po Polsku przez kilka miesięcy, nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu.
Podobny obrazPóźniej coś się stało. Jako jedyne miałyśmy wolny dzień i postanowiłyśmy go spędzić razem - co obróciło wszystko do góry nogami. Okazało się dość szybko, że wcale nie jesteśmy od siebie tak różne i odniosłyśmy takie samo wrażenie przy pierwszym spotkaniu - mówiąc prościej, też myślała, że jestem wrednym bufonem. Zostałyśmy koleżankami, co po tygodniu rozmów i oglądaniu filmów ewoluowało w przyjaźń (level up). Po wyjeździe jej wspołlokatorki wreszcie mogłam się do niej przeprowadzić i nie potrzebowałyśmy jakiegokolwiek innego towarzystwa. Zdanie mamy o sobie prawdopodobnie dalej takie jak pierwszego dnia, ale tym razem jedynie dlatego, że bardzo dobrze się znamy. Blondi dalej uważa, że jestem wredną pierdołą z sercem z kamienia, ja ciąglę myślę, że jest trochę zapatrzona w siebie. Jeśli przeczyta, że nazywam ją blondi to pewnie mi oczy wydrapie, ale szczerze mi się tto należy,bo wiem jak ją to wkurza.
Znalezione obrazy dla zapytania best friends funnyDwa lata temu po raz pierwszy wymieniłyśmy parę zdań i tak zostało do dziś. Tylko, że akktualnie nie jest to parę zdań a esej o życiu i rozmyślanie na każdy możlwy temat. Fajnie jest wiedzieć, że pomimo dystansu tysięcy kilometrów, które nas dzieli potrafimy utrzymać naszą przyjaźń i tak jak wcześniej kilometry nam nie przeszkadzają. Mam nadzieję, że tak jak planowałyśmy nie zerwiemy ze sobą kontaktu do końca życia. Sory za tytuł, ale jest super clickbait'em.
Hepi aniwersari B;ondi, mi aj lov ju tu macz and aj mis ju lołds.

środa, 14 czerwca 2017

Związki z Tindera

Znalezione obrazy dla zapytania tinder funny
Znalezione obrazy dla zapytania tinder funny
Tinder jest miejscem dziwnym, choć pewnie większości nie muszę tego wyjaśniać, nie oszukujmy się - wszyscy z niego korzystamy, lub mamy choć jeden tinderowy epizod w swoim życiorysie. Ten dziwny i czasem żałosny płomyczek coś w sobie ma - szczególnie jeśli jesteś takim odludkiem jak ja i po prostu nie widzisz sensu w wychodzeniu do ludzi, kiedy możesz po prostu poznać ich online. Smutne życie pisarki - nie wychodzę zbytnio ze swojego pokoju i szczerze - pasuje mi to. Przyzwyczaiłam się do klikania na komputerze i ciągłego wylewania moich brainfarts na kartki zeszytu. Nie mam czasu ani ochoty jechać do miasta obok, żeby w końcu znaleźć klub, który by mi się podobał. Prawdopodobnie mam zbyt duże wymagania przez czas spędzony w Azji, bo Europejskim klubom bardzo dużo brakuje w porównaniu z Azjatyckimi.
Dlatego od czasu do czasu marnuję swój czas na Tinderze, uwielbiam robić sobie jaja z ludzi, którzy biorą tę aplikację na serio, miło jest pogadać z kimś ogarniętym, ale nie spodziewam się takich osób na tym czymś. Wciągnął mnie jak Warsaw Shore - moje drugie guilty pleasure. Mogę godzinami przesuwać głównie w lewo, czytać opisy i szukać znajomych. Przyznam się też szczerze, że poszłam na kilka tinderowych randek, które były... porażkami. Szybki fakt - nie lubię ich nazywać randkami, bo po prostu idę z ziomeczkiem poznanym w interneciee na piwo czy dwa czy siedem, gdamay o życiu i potem idę sobie w moją stronę. Przedstawię wam z moich wojaży trzy, które najabrdziej zapadły mi i moim znajomym w pamięć...

1. Niegotowy na związek, czy cokolwiek
Podobny obrazNa wstępie chcę powiedzieć, że ten gagatek dostał like tylko za to, że dość dobrze go znałam. Mieszkał w akademiku nad moją przyjaciółką, podczas freshers week zapamiętał mnie z wrzeszczenia na portierni, że moje imię pisane jest przez "K" a nie "C"(dobrze, że on mnie pamiętał bo ja jego wcale), później dużo razy bawiliśmy się wspólnie z naszymi znajomymi w barze studenckim. Często daję ludziom tzw przyjacielskiego like. Może jest to kwestia grzeczności? Nie wiem dlaczego to robię. Tak po prostu mam. Zaczął do mnie pisać. Okej, spoko, normalnie znnajomi wysyłają mi screena na fejsie z podpisem "LOL UR ON TINDER FAM" na co każdy dostaje taką samą odpowiedź "LOL U2 WE MATCHED WHEN R WE GETTIN' MARRIED OR SMTH" i na tym się kończy, trochę śmiania się z samych siebie, koniec historii. Zaproponował wspólne oglądanie filmu, u niego, okej, czemu nie, w sumie znamy się już pięć miesięcy, wiem, że ziomek jest spoko, trochę dziwak, ale to jak każdy artysta. Spędziliśmmy razem pół dnia, pogadaliśmy, poszliśmy na piwo, kilka dni później poszedł ze mną i z moimi znajomymi do pubu, potem zaprosił mmnie do siiebie na house party, nic się nie wydarzyło prócz tego, że miałam nowego przyjaciela. Niestety zaprosiłam go na urodziny mojego dobrego przyjaciela, co trochę nam skomplikowało sprawy. Long Story Short odezwaliśmy się do siebie dopiero dwa dni później, zapytał się czy mam czas żeby wyjść z nim na spacer (jointa). Połaziliśmy i pogadaliśmy dwie godziny, nie wspominając słowem o całej sytuacji. Po jednym dniu zapytałam się go czy dalej chce zobaczyć film o Zodiaku (tak, tym seryjnym mordercy), bo tak o tym mówił a mi udało się to ściągnąć. Odpowiedź trochę mnie zaszokowała bo szło to mniej więcej tak: "Cześć, sory, że nie odpowiedziałem tak szybko jak normalnie i w ogóle przepraszam, że przez ostatnie dni byłem trochę nieswój, ale dużo o wszystkim myślałem i nie jestem gotowy na związek czy cokolwiek". Ziom, proponowałam film, nie małżeństwo, plus napisałam, że może dołączyć do mnie i moich znajomych, bo nie będziemmy go oglądać we dwójkę. LOL

2. Nie wiem co znnaczy nie i pasta do zębów
Podobny obrazBył też ten. Ziomeczek, który nigdy się nie uśmiechał na zdjęciach, co nie wydawało mi sie podejżanej jeszcze wtedy, też z mojego uniwerka (serio muszę przestać dawać like osobom na które mogę potemm wpaść na uni), wysoki patyk, brązowe włosy, zarost, wygląda trochę jak młodsza wersja mojego ojca (dziwię się, że to mnie nie odstraszylo wystarczająco, bo przecież wygląd wrzeszczy "kuuuuuuuuutasss"). No ale okej. Wyszliśmy pewnego wieczoru na piwo, może osiem, okej może nie tylko piwo a jeszcze wino, wódkę i rum. Kto by o tym pamiętał, bo na pewno nie ja. Pierwsze "o kurwa uciekaj" było w momencie jak się uśmiechnął (brzmię jak płytka pinda, ale chłopcy - higiena jamy ustnej jest w chuj wazna okej?). Wielka diastema, zęby rosną tak jak chcą, w każdą stronę co chcą a do tego są żółte jak mlecze i mają liczne przebarwienia. Plus dziąsło mu krwawiło. Dlaczego zostałam? Genialnie mi się z ziomeczkiem rozmawiało. Musieli nas wypraszać z pubu, bo gadaliśmy przez co najmniej cztery godziny. Później obraliśmy kierunek bar studencki. Z tego miejsca on chciał bardzo szybko wyjść i "iść pić do mnie". Ja oczwyiście wolałam zostać, było tam dość dużo moich znajomych i nie było mi w smak uciekać od dobrej zabawy. Nawet nie zauważyłam jak w pewnym momencie z wyjścia na faja wylądowaliśmy w drodze do mojego akademika. Grzecznie się pożegnałam, na co on powiedział, że musi tylko szybko skorzystać z toalety. Poczekałam przed drzwiami swojego pokoju żeby nie być chamską pindą i powiedzieć "Dzieny, do zobaczenia gdześtam nowy PRZYJACIELU". On niestety nie złapał przyjacielskiego vibe i próbował na chama wciasnąć mnie z sobą do mojego pokoju, w tym momencie pprzegiął pałe i usłyszał, ze ma wypierdajść i to szybko. Pisał do mnie przez miesiąc nalegając na "kolejne spotkanie ze swoją dziewczyną". Niestety było to chyba nie do mnie, więc nie odpisywałam.

3. Grajek 
Znalezione obrazy dla zapytania tinder funnyTen przypadek dziwi mnie do dziś i nie przestaje szokować? Dlaczego nie przestaje? Bo rozmawiamy ze sobą już cztery miesiące i ciągle się spotykamy. Zaczęło się od niezobowiązującego spotkania w barze na jedno/pięć piw. Później jakoś tak się stało, że dalej utrzymywaliśmy kontakt, wychodziliśmy na miasto i gadaliśmy całymi dniami. I cudem - kręci się to do dziś. Nie ufam znajomościom internetowym, nie popieram związków zaczynających się od pisania na jakimkolwiek portalu internetowym, bo fun fact - poznaliśmy się na instagramie. Niektóre nowości XXI-go wieku nie są raczej dla mnie, ale nie mam zamiaru zrywać kontaktu z kimś z kim spoko mi się spędza czas.

Podsumowując = tinder to pułapka zjadająca czas, dużo czasu. Wciąga jak ruchome piaski i czasem w morzu idiotów i pajaców da się znaleźć kogoś z kim można porozmawiać. Na obronę tej dziwacznej aplikacji rzucę to: osobiście znam parę, która poznała się na Tinderze (dziś są już od roku małżeństwem), znam też bardzo dużo par, nie małżeńtw, które są w szczęśliwych związkach z Tindera, a ja sama mam sporą grupę znajomych z tego czegoś. Nie takie to złe jak ludzie malują i choć sama  nie ufam znajomościom z internetu to mimo wszystko... da się znaleźć fajne osoby wszędzie. XXI wiek nie przestanie mnie zadziwiać.

środa, 7 czerwca 2017

Polscy studenci z UK pokazują, w jakich warunkach mieszkają - moj artykul na Vice Polska

Photo by: desh. - Marta w swoim pokoju





















Slowem wstepu - dalej nie mam internetu a cudowne komputery w bibliotece uniwersyteckiej odmawiaja wspolpracy jesli chodzi o pisownie polskich znakow. Dlatego ten post bedzie wygladal jakby byl pisany przez idote, ktorego nie obchodzi roznica pomiedzy tym czy robi komus laske czy laske - bez znakow polskich nawet to nie wyglada dobrze, ale mam nadzieje, ze szare komorki podpowiedza wam sens tego zdania.
Od kilku miesiecy staralam sie o roznorodne publikacje - docenilam czas wolny pomiedzy praca i zajeciami i postanowilamn wziac sie za swoje artystyczmne portfolio. W pracy dziennikarza i pisarza jest to dosc waznym pubnktem jesli nie ma sie doswiadczenia w pracy - pozniej publikacje zdaja sie przychodzic do ceibie same, a jedyne co musisz zrobic to chciec i ciezko pracowac. Los sie do mnie usmiechnal w postaci wielu odpowiedzi od portali z poezja czy proza, ale najwiekszy usmiech na mojej twarzy wywolala odpowiedz od Vice Polska. Pewnego cudownego dnia w pracy, kiedy rozwarzalam wyskoczenie przez okno lub powieszenie sie na bzdryngolcu od maszyny do kawy przez glupote klientow dostalam maila. Po kilku tygodniach od wyslania zgloszenia na staz w Vice dostalam odpowiedz, w ktorej edytor zaproponowal mi napisanie artykulu na temat tego jak mieszkaja Polscy studenci w UK. Skakalam z radosci, kazdy kto mnie zna wie, ze moim marzeniem jest praca dla Vice (oraz magazynow modowych) i dostanie takiej szansy jest jak zlapanie pana Boga za nogi. Doslownie.
W skrocie - jaralam sie jak durna. No i po podrozach do Guildford i rozmow z ludzmi w Farnham powstal oto ten artykul, ktory zostal opublikowany na Vice 02go czerwca. Duma mnie rozpiera pomimo tego, ze bardzo duzo ludzi na facebook'u postanowilo napisac jak okropnie niezaradnych studentow do artykulu wybralam plus dopisanie, ze jest to stek bzdur.
Moi drodzy, pozwolcie, ze troszke sie odniose do tego, co niektorym czytelnikom sie nie podobalo i do tego wyjasnie po raz kolejny jak studia i zycie w UK wyglada.
Nie jest latwo - to tak na poczatku, ale nikt nie powiedzial nigdy, ze studia maja byc proste, mile i przyjemne. Wiekszosc z nas pracuje na part time w wymiarze do 30 godzin tygodniowo - wiecej przy dobrych studiach jest niemozliwoscia ze wzgledu na naklad pracy na kilka modulow. Nie ma juz czegos takiego jak maintenance grant dla studentow zagranicznych - to cudo i ratunek zostalo zniesione lata temu. Aktualnie przysl;uguje jedynie brytyjczykom oraz osobom z obywatelstwem brytyjskim. Koniec historii. W Surrey wiekszosc miejsc pracy oferuje studentom 6 funtow za godzine, oczywiscie da sie znalezc cos lepiej lub gorzej platnego, ale jest to kwestia szczescia lub pecha.
Racja jest, ze splaty kredytu studenckiego sie nie czuje, ale na pierwszym roku nie myslimy nawet o tym co bedzie za dwa lata, wiec komentarzy na ten temat nie rozumiem. Kazda osoba potrafiaca czytac ze zrozumieniem widzi, ze nikt z nas nie boi sie przyszlego splacania, bo nie mamy czego.
Pieniadze od rodzicow czasem na prawde potrafia uratowac tylek nie jednemu z nas. Na uczelni artystycznej mamy duzo wydatkow na rzeczy, ktore nie przydadza sie na przyklad studentom biologii a kosztuja cholendarne pieniadze - same szkicowniki czy specjalne olowki to jednak wydatek a przy codziennym rysowaniu to kasa w to wsiaka okropnie. Studenci prawa nie maja tak duzo czasu wolnego i trzeba jednak skuypic sie na nauce na pierwszym roku i jesli moga pomoc finansowa przez choc jeden rok od rodzicow otrzymac to nie widze w tym nic zlego lub niezaradnego.
Nie jest to tez utopijne pokazanie studiow w Anglii - tak wykladowcy to sami ludzie z pasja, ktorzy przelewaja swoje pasje na nas, nie jestesmy do niczego zmuszani, bo sami wybralismy takie studia, a nie inne, do tego placimy za to i owszem jestesmy w wiekszosci biednymi studentami z pozyczka na karku. Spojrzmy prawdzie w oczy - wiekszosc studentow na calym swiecie jest biedna, a pozyczki i jej splaty my nie bedziemy odczuwac w najmniejszym stopniu, czesc z nas nawet pewnie nie bedzie musiala jej splacac.
Studia w Anglii sa inwestycja, ale jest to inwestycja w przyszlosc. Daja one dyplom rozpoznawalny na swiecie w przypadku wielu uczelni - takich jak UCA, Surrey, Oxford czy Coventry (z ludzmi z tych wlasnie uczelni rozmawialam). Studiowanie ciagnie kase a dodatkowa praca zabiera czasem checi do zycia, ale wszyscy wiemy dlaczego to robimy.
Koncowym slowem dalej bez znakow polskich - kochani, research powinnien byc waszym kumplem, a najlepiej najlepszym przyjacielem. Dzieki niemu nie piszemy glupot w internecie. A juz serio mialam nadzieje, ze jestem idiotka, ktora nie wie jak dostac dodatkowa kase od rzadu brytyjskiego. Niestety mialam racje - jest to jak Bazyliszek - nieistniejaca legendarna postac.


Oczywiscie zapraszam do lektury - https://www.vice.com/pl/article/polscy-studenci-z-uk-pokazuja-w-jakich-warunkach-mieszkaja

niedziela, 28 maja 2017

Studia za granicą - pierwsze kroki

Wrzesień już za rogiem! Przynajmniej w takim sensie jeśli tak jak ja wakacje przeminą ci na pracy i ogólnym zapierdolu. Czynsz sam się nie opłaci... Long story short - pewnie duża część osób czytających tego discount bloga wybiera się już niedługo na studia za granicą. Uczenie się w innym kraju jest super zabawą, ale bywa też sporym szokiem kulturowym. Zaczynasz od nowa, tabula rasa i te klimaty. Warto jest choć w najmiejszym stopniu wiedzieć na co trzeba się psychicznie, fizycznie i bagażowo przygotować! Szybki disclaimer - moje rady bazuję typowo na swoich doświadczeniach po pierwszym roku studiów w UK, więc nie są one bardzo uniwersalne, ale patrzmy prawdzie odważnie w oczy - większość osób wyjeżdża na studia do Anglii, więc keep reading fam!
Przeprowadzka zajmuje czas i zjada pieniądze. W końcu postanowiłeś wyemigrować na wyspę na trzy lata i prawdopodobnie prócz tygodniowych wypadów do ojczyzny nie będziesz mieć wakacji w Polsce tak jak planujesz. Akademik dostaje się jedynie na rok w większości przypadków i później musisz zarobić na czynsz, depozyt, referencje co pożera czas i dużo, dużo kasy. Przygotuj się na to, że studia w Anglii to jedna wielka inwestycja, ale inwestycja w twoją przyszłość, więc chyba się opłaca, prawda?
Wiem, że brzmi to śmiesznie, ale spakuj wszystko co może ci się jakkolwiek przydać. Super rada, zdaję sobie z tego sprawę. Garnki, pościel, kołdra, poduszki, ręczniki, ubrania, zapas kosmetyków itp. Daj sobie czas na znalezienie produktów, które ci odpowiadają. Weź to co lubisz z Polski, żeby tuż po przyjeździe nie latać z dzikim wzrokiem po sklepach bo często nie znajdziesz tego co byś chciał w Boots czy Poundland.
Argos jest twoim nowym przyjacielem - sklep magia, masz tam wszystko i docenisz go bardzo na drugim roku jeśli twoja przyszła chata będzie bez mebli. No właśnie - mieszkania bez mebli na drugim roku studiów są koszmarem, więc lepiej zapłacić za dodatkkowy miesiąc kiedy jeszcze masz wszystko w akademiku i dzięki temu nie wylądujesz na lodzie bez wifi, mikrofalówki i łóżka.
Charity shops to twój kolejny przyjaciel - wszystkie, a szczególnie te, które mają stanowisko za funta - można tam znaleźć prawdziwe ubraniowe perełki za małą kasę, a wiadmo, że każdy z nas czasem chce kupić sobie kolejny czarny sweter. W charity shops znalazłam też sztućce i tanie naczynia, poza tym są też takie, które sprzedają meble, więc pamiętaj - PRZYJACIEL!
Nie próbuj ciągnąć ze sobą wszytkiego z Polski czy skądkolwiek jedziesz. Wiem, że powiedzialam wcześniej, że lepiej wziąć więcej rzeczy, ale są takie przypadki, że możesz się bez nich obejść. Jeśli jedziesz studiować w szkole artystycznej, uwierz mi, nie potrzebujesz swoich wszystkich ołówków i pasteli - nie będziesz mieszkać na pustynii, są tu sklepy w których możesz kupić te same rzeczy za przystępną ceną, a prócz tego dużo z nich oferuje uniwersytet. Przed przyjazdem zrób dobry research pod względem tego, co możesz znaleźć już na miesjcu.
Karta do telefonu - inwestycja lotniskowa. Nie czekaj na to, że dostaniesz ją od uniwersytetu - większość uniwerków daje kartę telefoniczną studentom zza granicy jeśli mieszkają w akademikach, ale nie jest ona z najlepszej sieci. Najczęściej jest to sieć, która ooferuje tanie karty sim a później wydasz miliony na doładowania. Ja używam EE i jestem z tej sieci bardzo zadowolona - za 15 funtów miesięcznie mam nielimitowane smsy, 500 minut i 5GB internetu. Do tego co trzy miesiące możesz wybrać Boost, czyli co chcesz dorzucić do swojej oferty za staż - 500MB albo 100 minut.
Pranie to koszmar - circuit cards same się gubią, aby je doładować potrzeba konta bankowego, a jak nie pilnujesz czasu prania (wszyscy na kampusie cię nienawidzą) twoje ubrania mogą skończyć na brudnej i pełnej zarazków podłodze. Fuj. Pralki i suszarki też nie należą do najczystszych rzeczy w akademikach...
No właśnie konto bankowe - na początku nieźle się naszukałam odpowiedniego konta bankowego, więc mogę wam oszczędzić całego zachodu. Barclays jest przyjazny dla studentów zza granicy - to czego potrzebujecie to potwierdzenie zamieszkania w UK, list od uniwersytetu potwierdzający wasz status studenta i paszport. Easy as that. Konto studenckie jest bezpłatne! Lloyds też oferuje konta bankowe dla studentów, ale co miesiąc za posiadanie tego cuda płacisz 5 funta. Nie jest to majątek, ale za to możesz kupić sobie frytki, dużo frytek... HSBC oferuje transfer twojego konta na konto brytyjskie, więc też wydaje się być dobrą opcją dla posiadaczy konta w innym kraju. Nie wiem, nie sprawdzałam, jestem wierna Barclay'owi.
Przeprowadzka to jeden wielki ból i uprzykrzenie życia, ale później jest tylko lepiej. O ile nie mieszkasz w Surrey, które jest jednym z najdroższych księstw w UK.... No i oczywiście jeśli miasto, w którym studiujesz jest przyjazne studentowi i nie przeeraża ludzi fakt, że to tyyyyyyyy student uniwerka artystycznego, marchewko broń, toć to dziwak.

sobota, 6 maja 2017

Czego czasem nie lubię w UCA?






Studiowanie na uczelni artystycznej jest cudowną opcją, jednak przychodzą takie dni kiedy zastanawiam się nad tym, czy nie rzucić tego wszystkiego i nie pojechać w Bieszczady... albo Zakopane?
UCA jest cudownym miejscem, w którym każdy młody artysta ma duże pole do rozwoju... no właśnie! Zero teorii, brak egzaminów i nie ma kartkówek... Brzmi jak sen, prawda? Nie dla każdego. Jako mały kujon uwielbiam się uczyć, siedzieć z nosem w ksążkach i patrzeć na teorię...wszystkiego... Wiem, może to moja wina i powinnam pójść jednak na tę medycynę po klasie dwujęzycznej. Ups, straciłam swoje pięć minut. Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale w c...zęści dość dużej brakuje mi tego stresu przed egzaminami. A no i oczywiście moja dyrektorka miała może rację mówiąc, że zamiast pisać wierszyki powinnam pójść na prawdziwe studia (czyt. medycynę).
Wszystkko to jest zastąpił jednak stres przed zasubmitowaniem portfolio! Oj tak moi dordzy, doskonale już wiem czym jest blokada pisarska, płakanie przed lapotem też nie jest mi obce, aktualnie jest to najczęstsza czynność wykonywana przeze mnie każdego dnia! Nie ma nic gorszego niż patrzenie się na pustą kartkę mojego notatnika i myślenie nad tym jak mam zdać ten semestr nie wiedząc o czym chcę napisać. Wymagana jest od nas wena 24/h 7 dni w tygodniu. A ja czasem chcę po prostu spać, albo poczytać książkę, pouczyć się, bo nie wiem co napisać i dotyka mnie weltschmerz i inne rzeczy z tej dziedziny...
Rozumiem, że musimy jakoś dogadywać się z innymi kursami ale k...rzywa mątwa! Jeśli jeszcze raz ktoś wysmaruje pół holu nutellą nazywając to 'modern art' to zwrócę śniadanie na środku tego dzieła. Nie chcę też po raz setny jednego dnia słuchac krzyków z sali teatralnej kiedy przyszli aktorzy próbują odegrać kolejną scenę zainspirowaną Tarantino i serce mnie boli patrząc na drukarki przywiercone do sufitu. Ale cóż, przecież to sztuka. Nie obchodzi mnie to, że przyszli architekci potrzebują stołu przy którym jem swoje śniadanie i nie koniecznie chcę patrzeć na kolejną animację studnetów. Brakuje mi czasem normalności, wytchnienia, chwili kiedy na korytarzu jest cicho i nie ma czegoś takiego jak 'sala płaczu'. Czasem chciałabym usiąść w ciszy przed komputerem szukając odpowiedzi na pytania do testu i pomartwić się trochę zaliczeniami. W zamian jednak piszę codziennie haiku i zastanawiam się nad tym kogo jeszcze w tej mieścinie nie złapałam na jednych z naszych sond ulicznych.
Tak bardzo jak tęsknię za normalnością i stabilizacją na studiach, zwykłą przewidywalnością i spokojem to... nie potrafiłabym studiować na normalnym uniwersytecie bez wykładowców z włosami w każdym kolorze tęczy i większą ilością kolczyków na twarzy niż da się policzyć. Nie potrafiłabym wrócić do zakuwania przez kilka dni na jedną sesję i pisania wypracowań. Żadna uczelnia nie jest idealna i zawsze studenci będą narzekać na wszystko co się da. Choć przebywanie w miejscu, które jest tak inne od wszystkich, gdzie zamiast testów piszemy raporty zagrożeń przed wyjściem na zajęcia w terenie, a studenci zamiast podręczników noszą ze sobą aparaty analogowe i wielkie mikrofony, gdzie podczas drugiego śniadania siedzimy w centrum spektaklu, bądź planowania nowej budowli. I czasem odwiedzając znajome na innych, normalnych uniwersytetach widzę jak bardzo brak byłoby mi nawet tej nutelli na ścianie i płaczu w pokoju ze świeczkami zapachowymi.
Jesteśmy inni, wszyscy a także każdy z nas jest taki sam jak inni, bo poznając tyle barwnych (czasem dosłownie) osób widzę, że nie ważne jest nic więcej niż charakter. Bez względu na to czy na życie zarabiasz robiąc filmy, animując kolejny lipsync, pisząc smutne wiersze, malując martwą naturę, tańcząc, lecząc ludzi, będąc prawnikiem, nauczycielem czy politykiem to na koniec dnia wszyscy jesteśmy po prostu zmęczeni.

Viva la Creative Universities - we are all weird in here. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

Types of customers in a coffe shop

Bitching about my work is something that I do on daily bases. It's not that bad, trust me, but sometimes I just don't want to go there and see same people, ordering same things and try to talk to my boss when I'm not in the mood to talk to anyone about stuff. Especially when the 'stuff' is just shitting on everything that has ever existed. Then someone comes in, someone who I've never seen before, which is weird, because the city that the cafe is in is super small and even people who live there don't like it. So that new person comes in and I'm all excited to see a new face, or just to see a face as sometimes I spend hours watching people pass the coffee shop and then there's me just sitting in the empty room full of seats and trying to forget that I'm going to waste another seven hours of my life... So usually after the excitement, there comes a huge disappointment as the new person turns out to be one of the types of customers that I truly hate. And there's my personal list of people that I wish I've never met during my work in the coffee shop. If you are one of them - we will never get along.

1. The coffee snob
You don't know shit about coffee so please stop pretending. I'm glad that you can read which coffee we serve today but at the same time I don't care about that one time when you drank Costa Rica in one of the best coffee shops in Mexico because guess what - we're in fucking shithole and you don't even know the difference between flat white and dry cappuccino. So just stop boasting about your knowledge when it comes to coffees because I just made a normal cappuccino for you and you didn't even notice.

2. The girl on a diet (or a guy)
I really don't know how many sugars are there in the vanilla syrup and I don't really care.  I don't even want to look for an almond milk for you because it doesn;t really make any difference when you order a flavored mocha. In addition, you also have a waffle and a slice of cheesecake so just stop lying to yourself...

3. The 'what's good' person
I'm pretty chill, how about you mate? But, seriously, I don't know and I've never had any of the cakes that I'm selling in here, I know that if I'll tell you that I like the macchiato you will probably die drinking it as I make it with three shots because otherwise, I'm unable to function. Just take a latte or whatever and just stop trying to figure out which coffee you want, because we both know that you can't tell the difference between them just staring at the menu.

4. The 'do you have a menu or something?' person
No mate. No, we don't. Oh, what's that huge thing behind me? Oh, nothing, don't bother looking at that, it's not that we have everything written down with prices and shit. No. Just ask me what we have in here because surely I know all of the shit written behind my back by heart.

5. The way too friendly customer.
I don't care that your girlfriend dumped you last week, that your hamster died and you forgot to write your essay. All that I care about is which coffee you want and if you give me a tip. I don't want to get to know you because I just don't. That's my work and obviously, I'm going to be friendly, but sometimes it's just a bit too much...

6. The wifi thief
Yes, you can use our wifi and plug your charger but at the same time, that's a coffee shop not a charity organization for people who want to chill somewhere while browsing through facebook. Order something please because if my boss sees you with a bottle of orange juice for 80p sitting there for the past 4 hours he'd kill me.

7. The family
I like when a family comes to the cafe but at the same time it takes some time to make all of the waffles and sundaes and toasties and coffees and hot chocolates and smoothies and milkshakes and if your kid comes to ask me where's the waffle it will only slow me down. If you kid starts screaming and fucks up half of the cafe I'd have to clean it up first so be prepared to wait for around an hour... And please don't scream at me because I' on the edge.

8. The person in a hurry
It's a coffee shop, not McDonald's. OIf you come in here that means you have time to wait for your order. Wait or fuck off.

9. The music fan
If you want to order something I have to hear you, but you have to take off your headphones so that you can hear me as well. Otherwise, I'm just not going to be able to make sure that I'll make exactly what you tried to order man. Don't come and cry that you didn't want sprinkles on your cappuccino because guess what - now I don't give a fuck.

10. The single
I know you are old and still single but I don't want to see anything exciting after work. If 'something exciting' is a secret code for your private parts then you came to a wrong place. GO AWAY, TAKE YOUR COFFEE AND JUST LEAVE.

11. The extra guy
If you already paid don't ask me for an extra creme/shot/chocolate on your order because it's stupid. You have to pay for something extra, that's not a charity but a shop so go away and pay for it first.




sobota, 22 kwietnia 2017

10 things you should know before becoming a model.






My family thinks that modeling isn't a real job. My friends think that one day I'll be super rich and famous because of being a model. My agent thinks that I could lose extra kilograms and I think that soon I will be too old to be even a part-time model. Working in the fashion industry is a life goal for some people. All they see are pretty faces on front covers of magazines and glamorous campaigns. Modeling is fun - trust me, but it's also a hard, full-time job which sometimes just wears you off. It's a love-hate relationship, check out this site to see that we really all want to quit, but at the same time no other job can give us what modeling can.  Here are 10 things you should know before you get yourself into modeling!

1. Models don't earn as much as you think.
Paychecks look great, but you have to remember that 20% of your salary is for your mother agency and 50% is for the agency that represents you in the specific country. In the end, you also have extra expenses so there is a chance that you'll get maximum 15% of what you actually earned. Also - most of us work in Asia which, moneywise, isn't a dream destination, but neither is Europe.


2. Working hours are super-flexible.
Sometimes you get your dream job and you work only 4 hours and the next day you stay awake from 5 am till 3 am next day. There are no rules when it comes to working hours.


3. Glamorous is the last word which I would use to describe it. 
Changing in a back of a van or laying in the mud is not a definition of glamorous. And that's what we do sometimes. Standing on the edge of the swimming pool and hoping you won't fall down the hill behind it? Now even that doesn't sound extreme to me.


4. After a few years, you'll know how to survive everywhere.
China, Thailand, Vietnam, Japan, Spain, Kuala Lumpur, Korea? Thanks to modeling all of those countries and even more will become a home from home for you.

5. Most of us are healthy.
Not all of models snort cocaine and smoke crack. We like to party, but if one survived more than two years in this then it's a sign that this person is a responsible human being. There are a lot of temptations in modeling world but it's enough to know how to say "no" to some things. People who achieved something in modeling are healthy, they exercise and take care of their body.


6. Fashion weeks are sometimes our worst nightmares.
Too small shoes, uncomfortable dresses which are too long to walk in, short breaks, early call times and late shows. All of that to get your dream job for a top designer.

7. Relationships are hard. 
Being a model taught me that being in a relationship is sometimes impossible because you are on the move all the time. Also - during your first contracts you'll miss your family a lot.

8. Reputation is very important. 
Not only more people will want to work with you but you'll get paid better if your reputation is good. Models who choose to party before shootings, fashion shows or even castings don't get much out of it. Just treat people (and your body) with respect.

9. Makeup and high heels after work are your enemies, not friends. 
You don't want to have anything on your face after getting rid of 100 layers of makeup and surely your feet don't want to walk in high heels after those 10 hours you've spent jumping in too small shoes higher than your paycheck.

10. Quitting modeling will be the hardest thing you'll ever do. 
Your time to shine may be over when you'll be 25, 30 but it can come when you are 17 as well. Taking a year off was incredibly hard for me and it still is, but sometimes it's better for you to take a break or quit. It's not a thing you can do forever and although it's great and teaches you a lot about other cultures and you get to see amazing places and meet great people - there's the time when you should grow up and settle down.


Some useful sites for (not only) new faces:
- Models Agents Managers Association 
- KModels
- ModelManagement
- Models.com







środa, 12 kwietnia 2017

I'm fuc*ing 20

That's right lads, I've just turned 20 and you know what? I'm pretty amazed looking at things I've achieved so far. Although I woke up thinking - shit, it flew so fast, if another 20 will flow so quickly then one day I'll just wake up being 40. Which is not as bad as it may sound - maybe I'll finally know who I am and what the fuk I'm doing with my life...
But hey, looking back at things and all of the amazing memories - I'm amazed and I'm truly blessed to be where I am right now at this point of life. 
Zdjęcie użytkownika Monika Ewa Piotras.I was an ambitious kid since I can remember. It doesn't matter what it was about - I just always wanted to be the best - I know it's pretty fucked up, but at the same time thanks to that by the age of six I could write and speak in three languages - Polish, English and Swedish - unfortunately, I ended up not continuing my journey with Swedish so now apart from Jag hetter Monika I can't say anything else. Well - shit. I could also count and I dealt like a boss with simple mathematical equations. During my early stages of education, I started to learn German and I found out that history is the thing that I love. The writing was right by my side at every stage of my life, but back then when I was 13 I didn't know that this is the thing, yeah, THE thing that I want to do every day, every second of my adult life. I just knew that I like doing that but I was pretty damn sure that in the future I want to be a lawyer. Well, although I'm pretty good at proving my point I'm also pretty fucking lazy (and I swear a lot). I know that if I had decided to study law I would manage to do my best, but would I be happy? Not really. It consumes so much time that I'd rather spend reading, taking pictures or writing...
So here I am - studying journalism and creative writing in the UK and even Brexit can't get rid of me, I hope.
Zdjęcie użytkownika Anastasia Vishnevskaya.When I was a teenager my mom showed me a great part of the world and at the same time, she helped me to develop another passion, right next to learning languages and dancing. Travelling has always been a huge part of my life and after I started modeling I was sure that sitting in one place for the rest of my life is just not for me... Thanks to that I know also that writing and photography are the things that will be the main part of my future as they are now. If someone ever tells you that your passion can't be your job - they are lying! If you try hard enough and pursue to make your dreams come true, you'll make it one day and they can stare at you with their jaws on the floor. Prove them wrong. You do you boo! Even if sometimes it means to make a lot of mistakes and learn everything the hard way - hey, it's your way and that's the most important thing in life, to do everything as you want to.
Zdjęcie użytkownika Sophie Jo.I'm blessed having the most amazing mother in the whole world and I could never wish for any better. Thanks to this amazing woman I achieved so much. Every time when I wanted to give up and stop doing things that I love, because, fuck, it's so hard sometimes and you start to question if it is even worth the shit you have to go through. She was always there for me and she still is right by my side telling me to go for it and don't care about people's opinions because they are not in my body so how they can know what's best for me? Mom, thank you for being my angel who is always there to laugh, cry, scream, travel, run, eat and diet with me. I love you to the moon and back and to the moon and back and to the moon and back and to the moon and back and to the moon...
Zdjęcie użytkownika Karolina Zgutczyńska.20 years of my life were rough, I started up as a small, shy fetus. I was bullied, I bullied others (I'm not proud of this one, but we all make mistakes), I was obsessing about that boy who up till now has no idea about my existence, I had no friends, then I had a bunch of friends. I was traveling, missing my home, finding a home from home, making amazing memories, riding a motorbike without a license, I got my first piercings and tattoos and I started to figure out what the heck life is about. I'm still not sure if I know exactly what's up, but at least I'm trying... Although I keep learning everything the hard way, maybe just because that I'm dyslexic.

środa, 5 kwietnia 2017

Poetry #1

As a typical creative writing (and journalism!) student I decided to start posting bits of stuff that I write in my spare time. Some of them are better than others but hey, writing poems after midnight is not as easy so... don't be so fast to judge mate! Here are some bits and ppipeces that I've recently put together from free writing sessions that we used to have those past terms. Enjoy!


środa, 29 marca 2017

Związki na uczelni

Relacje międzyludzkie są dość ważnym punktem jeśli chodzi o cudowną uczelnię. Niestety czasem nawet taki banał jak znajdowwanie nowych przyjaciół jest trudne. Serio. 

https://www.flickr.com/photos/conchur/525596627/
Przyjaciel jest jak dwadzieścia złotych - nie znam takiego szczęściarza, który na codzień znajduje je na ulicy. Jeśli jesteś jedną z osób, która posiada duży krąg przyjaciół - szczęściarzu, trzymaj się ich, póki możesz. Zwiążki kiedy jesteś studentem pierwszego roku i mieszkasz w akademiku są jednak dość trudnym tematem. Sam koncept mieszkania w przypisanym budynku - na początku zakładasz, że każdy mieszkaniec tego cudownego przybytku, który przez kolejny rok będzie twoim domem, zostannie twoim przyjacielem. Po jakimś czasie jednak zdajesz sobie sprawę, że... tak to nie działa. Przykro mi cię uświadamiać w tak brutalny sposób, ale biuro akomodacji nie miało pojęcia kto z kim będzie mieszkać i był to przypadek losowy. Czasem owsze, może działało też przeznaczenie, ale w większości przypadków jest to zwykły... rzut monetą.



https://www.flickr.com/photos/msrd/577607765/
 Mogę to opisać na własnym przykładzie - we wrzesniu, kiedy dopiero co zaczęłam studia w UK rozmawiałam tylko z dwójką moich współlokatorów, resztę konkretnie olewałam i unikałam ich jak ognia. Fakt faktem - dalej zdaję sobię sprawę z tego, że jesteśmy od siebie choleernie różni, ale nie działa mi to już na nerwy. Zaszły jednak pewne zmiany - z jednym szkotem, z którym wcześniej przez dwa miesiące zdołałam nie wymienić innych zdań niż "Cześć", "Co u ciebie?", "Dobrze? To dobrze". Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez gadania z tym chudym pierdolcem, choć czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji. To samo z jednym z moich współlokatorów, którego nazywamy Jezusem. Choć nie rozmawiamy za dużo, to nie wyobrażamy sobie iść na imprezę bez niego. Nie jestem już tak bliską przyjaciółką z szaloną dziewczyną studiującą ilustrację, nie widziałam jej przez ostatni miesiąc i gdyby nie cudowny wynalazek "snapchat" to możliwe, że nie byłabym pewna tego, czy ona w ogóle żyje. Dalej rozmawiam z moją coursemate. Nie mówię, że nie działa mi na neerwy, ale z moim wybuchowym charakkterem mało jest osób, które mogą bez problemu egzystować koło mnie i nie sprawiać mi swoim zbyt głośnym oddychaniem jakichkolwiek nieprzyjemności. No cóż.

https://www.flickr.com/photos/beegee49/32132697783/
Niezręcznym jest, i to cholernie niezręcznym, spotykanie swojego przyszłego niedoszłego na korytarzu. Szczególnie po tym jak zaproponowanie obejrzenia razem filmu zostało przyjęte jako propozycja małżeństwa (conajmniej). Jeśli myślisz o zamieszkaniu w akademiku -go for it. Jest to esencja studenckiego życia i uważam, że każdy, kto ma taką okazję powinien tego spróbować, ale pamiętaj, że wioska akademicka to nazwa, która ma w sobie bardzo dużo prawdy. Nie musisz wszystkich znać osobiście, żeby wszyscy wiedzieli co zrobiłeś ostatniej nocy. Nie potrzebujesz mieć dużego grona znajomych, aby plotki o twoim życiu rozchodziły się z prędkością błyskawicy. Nie ma wczegoś takiego jak bycie anonimowym. Bo w końcu wszyscy mieszkamy w małej wiosce, gdzie nawet kasjerka wie co Baśka robiła trzy dni temu o piętnastej z Markiem.

poniedziałek, 27 lutego 2017

"The elephant man" - portrayal of the disabled in the media

Podobny obrazMedia, as I wrote multiple times, is an important part of our everyday life - we consume media content all the time and we have to finally accept that. Unfortunately, the influence that media hold over all of us has not always been used to our benefit. Take the representation of the disabled people for example. As Barnes said in his article about discrimination (1991) the media can’t be held responsible for all what’s going on but on the other hand, its impact cannot be overlooked.

“The Elephant Man” (1980) is a movie about Joseph Merrick, he suffered from proteus syndrome which according to Wikipedia “causes skin overgrowth and atypical bone development, often accompanied by tumors over half the body”. Considering the study of Paul Hunt (1991) in which he described 10 stereotypes that media use to portray disabled people this character would score 8/10. Joseph is portrayed as pitiable object of curiosity and violence, atmosphere, his worst enemy, non-sexual, laughable, a burden and being unable to participate in daily life. Even going to a train station is a huge deal for him, people laugh at him and perceive him as a disgusting creature when he is just suffering from a very rare syndrome.

As Shakespeare said (1999;64) “impairment is made the most important thing” and disabled characters are “objectified and distanced from the audience”. John is portrayed as a pitiable human being, in one of the scenes he screams “I’m not an elephant, I’m not an animal, I’m a human being” which is his biggest dream to be perceived as a human not weird creature. Character of John Merrick is shown as a laughable one – he’s treated like a thing by an owner of a ‘Freak Show’.






Haller argues that “even something as mundane as the words used to refer to a group are important because they have ramifications both for the self-perception of people with disabilities and what the general public believes about disability’ (2006; 64). It’s a main point in the story of Merrick. Dr. Frederick Treves treats Merrick as a human not looking first at his disability which leads to building a true friendship between those two characters. On the other hand we have also the rest of the society which looks at Merrick as a freak, not a human being which leads him to feel bad about himself and finally accepting the fact that he is a freak and believing in it to be true.

Podobny obraz



Disability is unfortunately still a hook that writers and filmmakers use to draw an audience into the story. Shakespeare was right writing in 1999 that “Above all the dominant images [of disabled people] are crude, one-dimensional and simplistic” calling it a lazy shortcut as well. The saddest thing about this particular character is that it’s based on a true story – John Merrick lived in the UK in XIX century and this movie is a great insight into his life. Summing up disability is a key point only if media makes it be so. Fair representation can change so much not only in the media content but in other people’s lives so next time looking at a picture of “the super cripple” don’t be afraid to say it out loud that disability is not a thing that defines who the person is.



Sources I’ve used to write this blogpost:
1) Barnes, C. (1992) Media Guidelines. In: Pointon, A., and Davies, C. (eds.) (1997) Framed: Interrogating          Disability in the Media. London: British Film industry.

2) Shakespeare, T. (1999) Art, and lies? Representations of disability on film. In: Corker, M. and French, S. (eds.) Disability Discourse Buckingham: Open University Press.

3) Haller, B. et al. (2006) Media labeling versus the US disability community identity: a study of shifting cultural language. Disability and Society, Taylor and Francis Group Ltd, 21(1), 2006


4) https://en.wikipedia.org/wiki/Proteus_syndrome


5) http://disability-studies.leeds.ac.uk/files/library/elliot-r-Robert-H.-Elliott-Dissertaton-Final.pdf

sobota, 11 lutego 2017

Ramona Mag Publication! 'Liars'



GUUUYS! My piece got published at Ramona Magazine! To check out their page - click - here. And I hope you enjoy reading it. Cheers!

Liars


Writing by Monyca Piter // Photograph by Olivia Dileo
I didn’t want him to leave. I was slowly examining every part of his face. One by one. Touching every spot, each mole, his thin cheeks, red marks. Trying to memorise as much as I possibly could. Blonde hair fell on his pale skin hiding few pimples.  He was lying on my lap looking at me with those big green eyes, the same way as he did when we first met. His eyes were filled with happiness back then, not watering, not looking away. He didn’t realise that I was already missing him terribly. I was scared that he would do something stupid. Well… I knew that he was not one of those guys making smart decisions. Twenty-five years old, but behaving like a kid.
I kissed the red, heart-like mark on his forehead and looked at him smiling. He was holding my hand. Slowly pressed my palm to his mouth at the same time showing “always&forever M2” on his wrist. The tattoo he got few nights ago. I told him that was stupid of him to mark his body for his entire life just because of a girl he met in a store, but now I felt happy about that. A quick sigh escaped from my lungs. I was sad. My heart got stumped with millions of needles at the same time. Slowly falling apart, drifting away from each other and neither of us could do anything about it. I bit my lip trying to say something, but remained silent. It was so quiet, almost calm. His eyes closed. Looking so vulnerable, so innocent. I knew it. No-one had to tell me about it, explain it or translate into another language. He knew it as well.
We had spent a wonderful three months lying to each other. Living an illusion that would soon disappear. Just like him. I wouldn’t visit him in Malaysia, he wouldn’t stay with me. We wouldn’t be able to call ourselves a family, he wouldn’t be the father of my kids. We would never settle down. Maybe we would meet one day. Different. Being strangers to each other, knowing so much about ourselves. Hugging instead of casual greeting, getting to the same club as we used to, he would introduce me to his new girlfriend secretly gazing if I still had that ring. I would smile seeing a little tattoo on his wrist, which used to mean so much. We would talk about those few years when we were not keeping in touch, maybe we would even go out together. Just the two of us. Just like old, good friends trying to catch up after months. And again I would laugh at his jokes. But in the end he would not be the one on whose lap I would be sitting on in a pub. He would not get my name tattooed on his forearm, nor would I be the one kissed on the forehead by him. I wouldn’t dance with him, he wouldn’t say anything about how nice I was looking. I knew it and I was also sure that it had to be like that. Was I about to do anything with it? No. Nobody is able to stop the time running away from us, I didn’t want to hold even a single minute of those months. Trying to remember only good things about him.
Everything has its end. Ours came way too soon. In a month time I would be in Taipei, while he was moving to Shanghai. Meeting new people, making bad decisions, falling in love one more time, even though he was so sure that I was the one. Just as he came to my life, quickly, without saying a thing, not asking for permission, he would disappear the same way. Leaving me in an empty kitchen sitting on an old, dirty sofa that once used to be brown. Saying how much he loved me, that I was the one and would always be. Kiss my forehead and leave. What about me? I would stay and not even a single tear would go down my cheeks. I would not feel sad or alone. Nothing would change. Next morning he would seem so distant to me, as if he never existed, as if we never met. Only once would I sit alone crying, wondering if I should call him, to ask if he was alright. But I wouldn’t do that. Maybe one day I would forget about that handsome, charming guy who could always cheer me up. After years I would probably forget his name. Not saying hello when seeing each other in a public place. Remembering would be just too painful, too many lies had been told already, we didn’t need more of them.
I touched his neck, slowly sliding my finger towards his chest. I could feel his breath on my cheek. Slow and controlled. I had enough. Somebody had to stop this, end the illusion. I stared at his luggage for a minute, then I got up and briskly came to the doors. That was it, it was his time to go and to never come back. He got his bags and came to me. My hair was stuck between his fingers. My breath stopped for a second. Sudden warmth came through my body one last time. His eyes reminded me of flooded meadows. No flowers could be rescued. Not this time. And then… there was just an echo, old, dirty sofa, broken microwave and a cup of unfinished coffee. Still warm. It seemed to be so empty although the room was filled with furniture and electrical equipment. My heart broke into thousands of pieces. He left me. Quick. Quiet. Without any sign of regret. Without a single word. He left me and we were supposed to never see each other again.
(Visited 21 times, 1 visits today)

Monyca Piter

Monyca Piter is almost not a teenager, but desperately avoiding being called an adult. As an aspiring writer and journalist, she studies journalism and creative writing in England. Blogger, (time) traveller, model, daughter and a dog person. Tea lover and coffee addict trying to find the best way to live, not just exist. Pierced and inked, fluent speaker in 3 languages. You can find more of her creative work at her blog – www.make-it-to-the-top.blogspot.co.uk
(Visited 381 times, 23 visits today)

Olivia Dileo

Olivia Dileo is 17 and lives near Rome, Italy. She recently started to be fascinated by photography; she loves the fact that sentiments are stuck inside photographs. Check out her work here.
(Visited 1,512 times, 10 visits today)

sobota, 4 lutego 2017

Why only "white" is perceived as beautiful - portrayal of race in media.


Considering the portrayal of beauty in the contemporary media we can easily spot one major problem. If someone is beautiful, the person, according to media, must be white. In this blogpost, I will critically discuss the images of black women in media considering adverts, which are nowadays a huge part of our everyday life and media content as well. 


Representation of race in media consists of pretty much the same stereotypes as those in the gender portrayal.  This is visible considering, for example, various commercials, which show that white women are somehow superior to black, but both of them are perceived as sex-objects, or they spend their whole life in the kitchen. 



Although multiple examples can be given I'll focus on one advert, which is a pure definition of a racist portrayal in the contemporary media. PSP billboard, which caused a lot of controversy in America. Thanks to the public, it wasn't widely published. On the black billboard, we can see a white woman in the center of it aggressively looking at the black woman, who is almost invisible on the billboard. The white woman grabs black woman’s face (or rather tries to squeeze it?).



According to the Oxford Dictionary racism is "the belief that all members of each race possess characteristics, abilities, or qualities specific to that race, especially so as to distinguish it as inferior or superior to another race or races.". The accuracy of this definition considering this ad is huge. The white woman is superior, she represents something better, innovative and desired.

Bell Hooks argues that in the broad media spectrum people perceive as feminine only women who are white, so in order to achieve the idealized standard of beauty one can go to great lengths... 

According to Abhik Roy (2005) commercials glorifying fair complexion upheld the elitist aesthetic that only woman with light skin can be classified as part of the upper-class as the skin reflects her aristocratic fragility. So just like in this ad – white means better.




Fiske claims that white part of the population regards other ethnicities, especially black people, not only as worse race, but also as a threatening one to the perfect, white world order.


Some people claim that there is no such thing as the "white privilege", but when we consider produced images of a race all over the media we can see how the portrayal of different ethnicities varies and somehow still, always the white person is the supreme one. 



Looking at that PSP billboard one can easily notice the misrepresentation of race, how one ethnicity is shown to be superior to other. As we almost can’t see the black women it seems that she’s not important.  
My example shows not only how black people are portrayed in the contemporary media, but also it shows how the images like that are being consumed in our times. People start to see how ads, movies, cartoons or tv-series are racist and they start to speak up. Thanks to others defending the equality we will soon be able to live in the world without controversies around ethnic groups. There’s just one race in world and it’s the human race.

If you are interested in TOP 10 most racist ads of the modern era - CLICK HERE. 

Bibliography:
1) Dyer R. 1997: White. London and New York, Routledge
2) Fiske J. 1994: Media matters: everyday culture and political change. Minneapolis, MN and London: University of Minnesota Press, in UK distributed by UCL Press
3) Hooks B. 1992: Black looks race and representation. Boston, MA, South End Press
4) Roy A. 2005: The 'male gaze' in Indian Television Commercials: A Rhetorical Analysis. Lanham, Boulder, New York, Toronto, Oxford,  University Press of America.





















































.