Pierwszy rok na uczelni minął mi baaaardzo szybko. Serio. Pomijam oczywiście pierwszy miesiąc, podczas którego chciałam wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady. Nie lubiłam tego miejsca, wszyscy wydawali mi się żałośni i pretensjonalni. Wszystko też zmieniło się bardzo szybko. Nadszedł październik i już na początku tego miesiąca nie potrafiłam wyobrazić sobie jak wyglądałoby moje życie, gdyby wybrała jakąkolwiek inną uczelnię. Poznałam tutaj cudownych ludzi, którzy są moją drugą rodziną, z dwójką z nich mam nawet takie same tatuaże, co wydaje się być głupim pomysłem, ale uwierzcie mi - zrobiłabym to jeszcze raz. Uwielbiam moich wykładowców, którzy są przepełnieni pasją do tego co robią i dają mi mega dużo energii do ciężkiej pracy i parcia do celów. To dzięki ich wsparciu osiągnęłam tak wiele podczas pierwszego roku nauki na UCA. Potrafię znaleźć co mnie inspiruje i wiem, że morze możliwości jest nieskończone. Jednym zdaniem - uczelnia pokazała mi, że z jasno obranym kierunkiem mogę osiągnąć wszystko!
Drugi rok zaczyna się powoli, jest bliżej niż mi się wydaje, bo już dziś miałam wprowadzenie do naszego planu działania na kierunku, ale wiem, że dalej trochę żyję wakacjami. Ostatnie kilka godzin spędziłam śpiewając piosenki w pokoju, więc ewidentnie - w głowie i duszy ciągle swoboda. Nie znaczy to jednak, że początek roku ograniczy mój wolny czas - on go jedynie wypełni i znów napędzi do działania. Zaczynam wybierać temat na moją pracę końcową, jak zwykle mam kilka pomysłów, ale pewnie połowa z nich zostanie odrzucona, jednak nie jest to dla mnie jakimkolwiek problemem. Z oceanu idei trzeba w końcu wybrać tą jedną idealną.
Jedyną rzeczą, która na dzień dzisiejszy trochę mnie przeraża jest to, że prawdopodobnie w marcu będę miała pierwszy egzamin po ponad roku życia bez czegoś takiego. Mam wrażenie, że mój mózg zapomniał już jak to jest uczyć się czegoś na pamięć, a nie ma innego wyjścia w momencie pisania testu z prawa w dziennikarstwie. No cóż, przynajmniej uciekłam od stresu przed sesją. Wiem za to jak to jest mieć blokadę pisarską przed napisaniem pracy na koniec semestru - mam wrażenie, że jest to porównywalne. Oczywiście, jedynie, jeśli przed sesją postanawiasz zawinąć się w kołdrę, jeść lody i płakać, płakać i płakać. Tak ja tak sobie radzę z blokadą pisarską i tak, wiem, że nie jest to najlepsze wyjście. Ups, no trudno.
Ostatnie załamanie nerwowe miałam kilka tygodni temu, kiedy przez trzy godzinie płakałam mamie mówiąc, że nie jestem pisarzem, jestem do dupy, wszystko jest do dupy i słowa już do mnie nie mówią. Teraz mówią i to za dużo, a ja nie mam czasu na spisanie wszystkiego do końca, bo przed dopisaniem ostatniego paragrafu jednej historii pojawia się nagle kolejny pomysł, który zaczynam zapisywać, aby nie uciekł, więc tracę wątek w pierwszym pomyśle, i tak w kółko. Ups, bywa i tak - jakby to powiedział Kurt Voonegut.
Kurwa, pada a ja muszę iść zaraz do pracy. Vivat Anglia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 września 2017
wtorek, 27 czerwca 2017
Krótka historia o blond pindzie

Dwa lata temu po raz pierwszy wyszłam do supermarketu z blond pindą, która była okropnie zarozumiała i napuszona. Byłam jedyną Polką na kontrakcie prócz niej i ze względu na to, że przyleciała po mnie czułam się zobowiązana do pokazania jej gdzie co jest. Dobrze, że po drodze nie nazwała mnie anorektyczką jak rozmawiałyśmy o diecie, w moich oczach była o wiele szczuplejsza niż ja, więc był to dla mnie szczyt bezczelności. W skrócie - nie przypadłyśmy sobie do gustu i przez kolejne kilka dni rozmawiałyśmy bardziej z grzeczności. Bywa i tak. Nie każda osoba z tego samego kraju musi się z tobą dobrze dogadać i szybko się z tym pogodziłam, że nie będę zbytnio mówić po Polsku przez kilka miesięcy, nie przeszkadzało mi to w najmniejszym stopniu.
Później coś się stało. Jako jedyne miałyśmy wolny dzień i postanowiłyśmy go spędzić razem - co obróciło wszystko do góry nogami. Okazało się dość szybko, że wcale nie jesteśmy od siebie tak różne i odniosłyśmy takie samo wrażenie przy pierwszym spotkaniu - mówiąc prościej, też myślała, że jestem wrednym bufonem. Zostałyśmy koleżankami, co po tygodniu rozmów i oglądaniu filmów ewoluowało w przyjaźń (level up). Po wyjeździe jej wspołlokatorki wreszcie mogłam się do niej przeprowadzić i nie potrzebowałyśmy jakiegokolwiek innego towarzystwa. Zdanie mamy o sobie prawdopodobnie dalej takie jak pierwszego dnia, ale tym razem jedynie dlatego, że bardzo dobrze się znamy. Blondi dalej uważa, że jestem wredną pierdołą z sercem z kamienia, ja ciąglę myślę, że jest trochę zapatrzona w siebie. Jeśli przeczyta, że nazywam ją blondi to pewnie mi oczy wydrapie, ale szczerze mi się tto należy,bo wiem jak ją to wkurza.
Dwa lata temu po raz pierwszy wymieniłyśmy parę zdań i tak zostało do dziś. Tylko, że akktualnie nie jest to parę zdań a esej o życiu i rozmyślanie na każdy możlwy temat. Fajnie jest wiedzieć, że pomimo dystansu tysięcy kilometrów, które nas dzieli potrafimy utrzymać naszą przyjaźń i tak jak wcześniej kilometry nam nie przeszkadzają. Mam nadzieję, że tak jak planowałyśmy nie zerwiemy ze sobą kontaktu do końca życia. Sory za tytuł, ale jest super clickbait'em.Hepi aniwersari B;ondi, mi aj lov ju tu macz and aj mis ju lołds.
niedziela, 1 stycznia 2017
2016
<a href="https://www.bloglovin.com/blog/18414311/?claim=wc5v6s6ahhd">Follow my blog with Bloglovin</a>
2016 już jest za nami! Nareszcie, w końcu, wreszcie. W ostatnie dni zabrał nam Carrie Fisher, a na samym początku odebrał światu David'a Bowie (w między czasie także musieliśmy pożegnać między innymi Alana Rickmana, Prince'a, Muhammad'a Ali'ego, Leonard'a Cohen'a i tak dalej). Nie możemy zapominać o Harambe, Syrii i oczywiście pomarańczce, która jeszcze nie zbudowała muru, wspominałam już o Brexicie? Wydarzyło się dużo, dużo rzeczy niepotrzebnych i teraz siedząc przed komputerem z moim psiakiem na kolanach uświadomiłam sobie jak małe nadzieje żywię w stosunku do roku 2017. Na prawdę, co jeszcze może się stać? O ile nie wybuchnie wojna, albo nie przyleci do nas UFO (to mogłoby być fajne) to będzie to i tak rok lepszy dla naszej piłki zwanej ziemią niż 2016-ty. Podsumowując - jeżeli przeżyliśmy 2016 to przeżyjemy już wszystko - czuję się jak karaluch!
Ale nie taki zły ten rok był na jaki wygląda! Przynajmniej mnie potraktował z lekką łaskawością! Zacznijmy od stycznia - kiedy to miałam zaszczyt wziąć udział w najcudowniejszej studniówce mojego życia (ale przesada, byłam tylko na jednej, więc tak naprawdę nie wiem czy gdzieś nie było lepszej, każdy lubi to co ma), którą będę wspominała bardzo długo z uśmiechem na ustach. Przepraszam za kradzież korony - to tak na wstępie - i chciałam jeszcze napomknąć, że do dziś śmieję się z tego jak jedna z moich znajomych wyszła na środek parkietu i nie widząc naszego wychowawcy głośno wszystkim zebranym oświadczyła "ale dziś się najebałam" - śmieszy mnie w tym wszystkim najbardziej fakt, że muzyka akurat była ściszona. Dalej mam szeroki uśmiech na twarzy przypominając sobie jak spadła mi podwiązka z nogi i nie byłam w stanie wyplątać się z tej śmiercionośnej pułapki i jak w palarni przemycaliśmy alkohol na salę. Nasza studniówka była dokładnie taką jaką widzi się na filmach - ostatnim, niezręcznym spotkaniem najstarszych klas liceum na wspólnej imprezie, po której wstyd było spojrzeć w oczy nauczycielom widzącym co wyprawiamy.
Kolejnym sukcesem minionego roku było to, że przeszłam do etapu centralnego olimpiady wiedzy o mediach, na który nie pojechałam z czystego lenistwa, a prócz tego wiedziałam, że nie wiążę swojej przyszłości ze studiami w Polsce, więc udział w dalszych etapach był dla mnie po prostu... bezcelowy i zbyt kosztowny. Znowu brałam udział w olimpiadzie historycznej i znowu na etapie ustnym pokłóciłam się z wykładowcami (ps. jeśli ktoś z was czytających bierze udział w tym roku w olimpiadzie historycznej i przejdzie do etapu ustnego w Gdańsku - pamiętajcie, że wykładowcy, którzy zadają pytania na specjalizacji XIX wieku uwielbiają z listy lektur książkę o wozie Drzymały, nie jest ona długa i nudna, bardzo miło i łatwo się ją czyta a do tego jest w niej wiele ciekawych faktów, do tego ma stu procentową pewność, że wykładowcy jej dokładnie nie czytali, bo o to zawsze wywiązywała się kłótnia podczas moich odpowiedzi, więc moi drodzy XIX-wieczni, czytajcie Drzymałę, bo o niego zawsze się czep...ytają).
Byłam też na wywiadzie do uczelni UAL na oddziale LCC, po którym dostałam się na kierunek journalism, ale zrezygnowałam ze względu na wysokie ceny akademików i teraz jestem szczęśliwym studenciakiem na UCA, które w rankingach bije UAL na głowę (przepraszam, miałam moment przechwalania się). A dostanie się na LCC zagwarantowało mi zezwolenie ze strony mojej mamy na wykonanie sobie septum w wakacje - ile ja o ten kolczyk walczyłam! Do tego zrobiłyśmy sobie wspólnie pierwsze tatuaże na przedramieniach co zapoczątkowało moje uzależnienie od tej formy sztuki.

Zdałam maturę z bardzo dobrymi wynikami, choć na egzaminie ustnym z polskiego trafiłam na temat znienawidzony i przez całą moją edukację szkolną nietknięty ani razu - krajobraz wiejski w literaturze XIX wieku. Z bolącym sercem muszę przyznać, że przed końcem roku szkolnego obiecywałam mojej ulubionej pani od polskiego, że przeczytam przed maturą "Chłopów", czego oczywiście nie zrobiłam, bo siedziałam z nosem w historii i bardzo tego żałowałam po przeczytaniu wylosowanego tematu. A, zapomniałabym o tym, że przed maturą zdawałam też egzamin językowy IELTS Academic, a z wyniku także jestem bardzo dumna - ale ze zdjęcia na papierze już nie... Wyglądam jak przestępca.
Wakacje minęły mi w pierwszej prawdziwej, ale nielegalnej pracy (byłam bez umowy i ze śmieszną stawką, no ale cóż bywa i tak). Byłam kelnerką, która gdy słyszała po raz siódmy danego dnia piosenkę "Pastepomat" śpiewając w głowie "proszę dowiedz się czemu jest mi tutaj aż tak źle" bardzo utożsamiała się z bohaterem tekstu. Były momenty, w których byłam gotowa popełnić samobójstwo łyżeczką. Ludzie przychodzący do tego nadmorskiego przybytku wątpliwych rozkoszy jedzeniowych zachowywali się okropnie, a za odpysknięcie do gościa zabierano nam napiwki, więc musiałam nauczyć się z uśmiechem na twarzy słuchać jak to naleśniki były niedobre, herbata stanęła kołkiem w gardle, a stek był niedogotowany, więc pani nie zapłaci i sama mam wpier..jeść takie ch...niedobre gów...jedzenie, po czym talerz leciał w moją stronę (umiem po tym aportować niczym pies) a pani nie zapłaci i wychodzi oburzona. Może to jedzenie faktycznie było aż tak złe, a może to panie miały gorszy dzień. Nie wiem, ale czy mnie to obchodzi? Nie.
Potem nastąpił długo wyczekiwany wyjazd na kolejną wojaż - studia w Anglii.Szybko się zaaklimatyzowałam, choć na początku miałam po dziurki w nosie chlejącego towarzystwa w akademiku. Teraz nie wyobrażam sobie kolejnego roku, kiedy to będziemy musieli wyprowadzić się z akademika na stancje studenckie i zostaniemy wszyscy rozdzieleni. Zakochałam się w studiach i atmosferze na uczelni i choć tęskno mi do kontraktów to... mam jeszcze czas, a kto wie, gdzie zaniosą mnie nogi po skończeniu studiów?
Rok 2016 był bezlitosny i bardzo dużo nam zabrał, bądź dał czego nie chcieliśmy, ale mimo wszystko... nie był najgorszym rokiem. Patrząc na wszystko czego dokonałam mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna i choć musiałam podjąć wiele trudnych decyzji to nie żałuję. Mam nadzieję, że rok 2017 będzie jeszcze lepszym i pełnym dobrych wrażeń.
Szczęśliwego Nowego Roku!
2016 już jest za nami! Nareszcie, w końcu, wreszcie. W ostatnie dni zabrał nam Carrie Fisher, a na samym początku odebrał światu David'a Bowie (w między czasie także musieliśmy pożegnać między innymi Alana Rickmana, Prince'a, Muhammad'a Ali'ego, Leonard'a Cohen'a i tak dalej). Nie możemy zapominać o Harambe, Syrii i oczywiście pomarańczce, która jeszcze nie zbudowała muru, wspominałam już o Brexicie? Wydarzyło się dużo, dużo rzeczy niepotrzebnych i teraz siedząc przed komputerem z moim psiakiem na kolanach uświadomiłam sobie jak małe nadzieje żywię w stosunku do roku 2017. Na prawdę, co jeszcze może się stać? O ile nie wybuchnie wojna, albo nie przyleci do nas UFO (to mogłoby być fajne) to będzie to i tak rok lepszy dla naszej piłki zwanej ziemią niż 2016-ty. Podsumowując - jeżeli przeżyliśmy 2016 to przeżyjemy już wszystko - czuję się jak karaluch!
Ale nie taki zły ten rok był na jaki wygląda! Przynajmniej mnie potraktował z lekką łaskawością! Zacznijmy od stycznia - kiedy to miałam zaszczyt wziąć udział w najcudowniejszej studniówce mojego życia (ale przesada, byłam tylko na jednej, więc tak naprawdę nie wiem czy gdzieś nie było lepszej, każdy lubi to co ma), którą będę wspominała bardzo długo z uśmiechem na ustach. Przepraszam za kradzież korony - to tak na wstępie - i chciałam jeszcze napomknąć, że do dziś śmieję się z tego jak jedna z moich znajomych wyszła na środek parkietu i nie widząc naszego wychowawcy głośno wszystkim zebranym oświadczyła "ale dziś się najebałam" - śmieszy mnie w tym wszystkim najbardziej fakt, że muzyka akurat była ściszona. Dalej mam szeroki uśmiech na twarzy przypominając sobie jak spadła mi podwiązka z nogi i nie byłam w stanie wyplątać się z tej śmiercionośnej pułapki i jak w palarni przemycaliśmy alkohol na salę. Nasza studniówka była dokładnie taką jaką widzi się na filmach - ostatnim, niezręcznym spotkaniem najstarszych klas liceum na wspólnej imprezie, po której wstyd było spojrzeć w oczy nauczycielom widzącym co wyprawiamy.
Kolejnym sukcesem minionego roku było to, że przeszłam do etapu centralnego olimpiady wiedzy o mediach, na który nie pojechałam z czystego lenistwa, a prócz tego wiedziałam, że nie wiążę swojej przyszłości ze studiami w Polsce, więc udział w dalszych etapach był dla mnie po prostu... bezcelowy i zbyt kosztowny. Znowu brałam udział w olimpiadzie historycznej i znowu na etapie ustnym pokłóciłam się z wykładowcami (ps. jeśli ktoś z was czytających bierze udział w tym roku w olimpiadzie historycznej i przejdzie do etapu ustnego w Gdańsku - pamiętajcie, że wykładowcy, którzy zadają pytania na specjalizacji XIX wieku uwielbiają z listy lektur książkę o wozie Drzymały, nie jest ona długa i nudna, bardzo miło i łatwo się ją czyta a do tego jest w niej wiele ciekawych faktów, do tego ma stu procentową pewność, że wykładowcy jej dokładnie nie czytali, bo o to zawsze wywiązywała się kłótnia podczas moich odpowiedzi, więc moi drodzy XIX-wieczni, czytajcie Drzymałę, bo o niego zawsze się czep...ytają).
Byłam też na wywiadzie do uczelni UAL na oddziale LCC, po którym dostałam się na kierunek journalism, ale zrezygnowałam ze względu na wysokie ceny akademików i teraz jestem szczęśliwym studenciakiem na UCA, które w rankingach bije UAL na głowę (przepraszam, miałam moment przechwalania się). A dostanie się na LCC zagwarantowało mi zezwolenie ze strony mojej mamy na wykonanie sobie septum w wakacje - ile ja o ten kolczyk walczyłam! Do tego zrobiłyśmy sobie wspólnie pierwsze tatuaże na przedramieniach co zapoczątkowało moje uzależnienie od tej formy sztuki.
Zdałam maturę z bardzo dobrymi wynikami, choć na egzaminie ustnym z polskiego trafiłam na temat znienawidzony i przez całą moją edukację szkolną nietknięty ani razu - krajobraz wiejski w literaturze XIX wieku. Z bolącym sercem muszę przyznać, że przed końcem roku szkolnego obiecywałam mojej ulubionej pani od polskiego, że przeczytam przed maturą "Chłopów", czego oczywiście nie zrobiłam, bo siedziałam z nosem w historii i bardzo tego żałowałam po przeczytaniu wylosowanego tematu. A, zapomniałabym o tym, że przed maturą zdawałam też egzamin językowy IELTS Academic, a z wyniku także jestem bardzo dumna - ale ze zdjęcia na papierze już nie... Wyglądam jak przestępca.
Wakacje minęły mi w pierwszej prawdziwej, ale nielegalnej pracy (byłam bez umowy i ze śmieszną stawką, no ale cóż bywa i tak). Byłam kelnerką, która gdy słyszała po raz siódmy danego dnia piosenkę "Pastepomat" śpiewając w głowie "proszę dowiedz się czemu jest mi tutaj aż tak źle" bardzo utożsamiała się z bohaterem tekstu. Były momenty, w których byłam gotowa popełnić samobójstwo łyżeczką. Ludzie przychodzący do tego nadmorskiego przybytku wątpliwych rozkoszy jedzeniowych zachowywali się okropnie, a za odpysknięcie do gościa zabierano nam napiwki, więc musiałam nauczyć się z uśmiechem na twarzy słuchać jak to naleśniki były niedobre, herbata stanęła kołkiem w gardle, a stek był niedogotowany, więc pani nie zapłaci i sama mam wpier..jeść takie ch...niedobre gów...jedzenie, po czym talerz leciał w moją stronę (umiem po tym aportować niczym pies) a pani nie zapłaci i wychodzi oburzona. Może to jedzenie faktycznie było aż tak złe, a może to panie miały gorszy dzień. Nie wiem, ale czy mnie to obchodzi? Nie.Potem nastąpił długo wyczekiwany wyjazd na kolejną wojaż - studia w Anglii.Szybko się zaaklimatyzowałam, choć na początku miałam po dziurki w nosie chlejącego towarzystwa w akademiku. Teraz nie wyobrażam sobie kolejnego roku, kiedy to będziemy musieli wyprowadzić się z akademika na stancje studenckie i zostaniemy wszyscy rozdzieleni. Zakochałam się w studiach i atmosferze na uczelni i choć tęskno mi do kontraktów to... mam jeszcze czas, a kto wie, gdzie zaniosą mnie nogi po skończeniu studiów?
Rok 2016 był bezlitosny i bardzo dużo nam zabrał, bądź dał czego nie chcieliśmy, ale mimo wszystko... nie był najgorszym rokiem. Patrząc na wszystko czego dokonałam mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna i choć musiałam podjąć wiele trudnych decyzji to nie żałuję. Mam nadzieję, że rok 2017 będzie jeszcze lepszym i pełnym dobrych wrażeń.Szczęśliwego Nowego Roku!
Etykiety:
2016,
artykuł,
gdańsk,
historia,
lifestyle,
matura,
new year,
nowy rok,
olimpiada historyczna,
studia w anglii,
studia w uk,
studniówka,
wywiad
wtorek, 16 lutego 2016
"Niech żyje major Łupaszko!" - historia dziewczyny wyklętej.
Historia Danuty Siedzikówny ps."Inka", młodej, odważnej nastolatki, odpowiedzialnej kobiety, posłusznego żołnierza, dziewczyny wyklętej. Praca nagrodzona pierwszym miejscem podczas corocznych trójmiejskich obchodów dni Żołnierzy Wyklętych.
Było ich ponad 180 tysięcy. W ostatnich dniach wojny na terenie Polski udział w działaniach partyzanckich antykomunistycznych brało około 80 tysięcy. Ostatni z nich – Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” zginął w obławie pod Piaskami. Miało to miejsce osiemnaście lat po wojnie. Ginęli w imię polskości. Stawiali opór sowietyzacji Polski, podporządkowaniu jej ZSRR, toczyli bój ze służbami komunistycznymi. Stworzyli niepodległościowy ruch partyzancki. Wyklęci, niezłomni, zapomniani, starci z kart historii. Żołnierze Wyklęci. W świecie brutalności, codziennej walki o przetrwanie, o lepszą, polską, Polskę, ukrywania się i ciągłego strachu, w świecie zdominowanym przez mężczyzn dużą rolę odgrywały kobiety.
Było ich ponad 180 tysięcy. W ostatnich dniach wojny na terenie Polski udział w działaniach partyzanckich antykomunistycznych brało około 80 tysięcy. Ostatni z nich – Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” zginął w obławie pod Piaskami. Miało to miejsce osiemnaście lat po wojnie. Ginęli w imię polskości. Stawiali opór sowietyzacji Polski, podporządkowaniu jej ZSRR, toczyli bój ze służbami komunistycznymi. Stworzyli niepodległościowy ruch partyzancki. Wyklęci, niezłomni, zapomniani, starci z kart historii. Żołnierze Wyklęci. W świecie brutalności, codziennej walki o przetrwanie, o lepszą, polską, Polskę, ukrywania się i ciągłego strachu, w świecie zdominowanym przez mężczyzn dużą rolę odgrywały kobiety.
Danuta Siedzikówna - „Inka”.
Urodziła się 3 września 1928 roku w Głuszczewinie, koło Narewki
na Podlasiu. Jej ojciec – Wacław Siedzik - był leśniczym w
Olchówce, w 1940 roku został wywieziony podczas pierwszej wielkiej
wywózki mieszkańców Kresów na Wschód przez Sowietów. Udało mu
się stamtąd przedostać do nowo formowanej armii Andersa, trzy lata
później zmarł. Mama Danuty - Eugenia Tymińska została
zamordowana przez Gestapo w lesie pod Białymstokiem w 1943 roku za
współpracę z polskim podziemiem. Miała dwie siostry – Wiesławę
oraz Irenę. Uczyła się wraz z siostrą w szkole powszechnej w
Narewce, to w niej poznaje Inkę, dziewczynę, która stała się
inspiracją pseudonimu Danki. Grała na gitarze, śpiewała w chórze
kościoła parafialnego, jeździła konno, bawiła się z
rówieśnikami. Dorastanie, poznawanie siebie i odkrywanie świata w
brutalny sposób przerwała jej wojna. Dwa dni przed jedenastymi
urodzinami Danuty, w piątek, o godzinie 4:45 niemiecki pancernik
szkolny „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał Westerplatte,
Wojskowej Składnicy Tranzytowej na terenie Wolnego Miasta Gdańska.
Młoda Danuta nie zdawała sobie jeszcze wtedy sprawy, jaki wpływ
będzie to miało na jej przyszłość.
Po aresztowaniu matki dziewczynki
zostały pod opieką babci. Danka z babcią i siostrami ostatni raz
zobaczyły Eugenię, która przebywała w więzieniu w Białymstoku.
Pobita, opuchła, zmaltretowana przez Niemców kobieta sprzątała
podwórze, powoli, wykonując swą pracę podeszła do dziewczynek
czekających przy bramie. To tam po raz ostatni powiedziały matce,
że ją kochają. Eugenia zdawała sobie sprawę, że jest to
pożegnalne spotkanie. Próbowała dodać swoim dzieciom otuchy,
prosiła, aby były dzielne, posłuszne babci. „Wojna nie będzie
trwała wiecznie” - mówiła. Widok pobitej, bezzębnej, skatowanej
przez Niemców matki towarzyszył Danucie przez cały okres wojny.
Dwunastolatka pragnęła pomścić ukochaną mamę. Ostatnim śladem
życia Eugenii był gryps – strzęp karteczki od nabożeństwa -
„Szczęśliwy i nie zna kaźni, kto w Pańskiej żyje bojaźni.
Najmilsza jemu jest droga iść według przykazań Boga”. Kilka dni
po piętnastych urodzinach Danuty w lesie pod Białymstokiem
rozstrzelano Eugenię Siedzik.
Wstąpienie do Armii Krajowej
nastąpiło po zamordowaniu przez Gestapo matki Danki. Miała
zaledwie piętnaście lat kładąc swe ręce wraz z młodszą siostrą
Wiesławą na święty Krzyż, znak męki i Zbawienia w obliczu Boga
Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony
Polskiej. Przysięgały być wierne swej Ojczyźnie, Rzeczpospolitej
Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i walczyć ze
wszystkich sił, aż do ofiary ich życia. Obiecały bezwzględne
posłuszeństwo Prezydentowi Rzeczpospolitej i rozkazom Naczelnego
Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej, a także
dochowania tajemnicy niezłomnie, cokolwiek by ich spotkać miało.
Po odbyciu szkolenia medycznego Danuta Siedzikówna została
sanitariuszką czwartego szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie
5 Wileńskiej Brygady AK, zwanej także jako „Brygada Śmierci”.
Przyjęła pseudonim „Inka”. Jako sanitariuszka podjęła służbę
w oddziale „Konusa”, później pracowała w szwadronach
porucznika Jana Mazura „Piasta”, porucznika Mariana Plucińskiego
„Mścisława”, a także porucznika Leona Beynara „Nowiny”. Po
rozpuszczeniu oddziału przez mjr „Łupaszko” do cywila wszyscy
musieli się ukrywać. UB było na jej tropie. Komuniści
aresztowali Wiesławę, starszą siostrę Inki. Nie ona jednak była
ich celem, ponieważ szybko zwolnili ją z aresztu, mieli nadzieję,
że ta doprowadzi ich do młodszej siostry.
Dankę ukrył jej ojciec chrzestny –
Stefan Obuchowicz, leśniczy. Dzięki niemu dostała pracę w
leśnictwie Miłomłyn niedaleko Ostródy. Dziewczyna przez kilka
miesięcy wiodła spokojne, normalne życie. W 1946 roku dowódca
jednego ze szwadronów „Łupaszki” - podporucznik Zdzisław
Badocha „Żelazny” nawiązał kontakt z Danutą. Powróciła
„Inka”. Zaczęła brać udział w akcjach. Wraz z „Żelaznym”
i żołnierzami jeździła na likwidacje funkcjonariuszy NKWD i UB.
Była ich świadkiem, nigdy uczestnikiem. Słyszała, jak partyzanci
krzyczą do ubeków, by błagali o życie. Jeździła czasem całymi
dniami po wsiach, nerwowo poprawiała swój malutki pistolecik
przypięty do pasa, sprawdzała, czy w razie poniesienia rany ma
wszystko, czego potrzeba do opatrzenia żołnierza.
Tymczasem lasy na Pomorzu były
przeszukiwane przez grupy bojowe wojska i milicji wsparte oddziałami
NKWD i ludźmi z UB. Oddział „Żelaznego”, w którym była
Danusia rozbroił liczne posterunki MO, siedzibę UB i ponownie stał
się partyzanckim oddziałem pieszym. Porzucili ciężarówkę i
błąkali się po leśnych ścieżkach i bezdrożach w celu zgubienia
potencjalnej pogoni. Szczególną opieką obdarzał „Inkę”
„Mercedes”. Chłopak ten zawsze pomagał jej w trudnych chwilach.
„Żelazny” w 1946 roku został
ranny podczas obławy UB, gdy wraz z oddziałem odpoczywał w
wiejskim domu. Znalazł ich oddział NKWD wsparty ludźmi z UB. Nikt
nie został postrzelony, prócz dowódcy. Kula trafiła w jego
obojczyk. „Inka” opatrzyła mu ranę. Wzięci do niewoli
komuniści zostali rozstrzelani za wiejską stodołą. Danka
wzdrygnęła się słysząc odgłosy strzałów oddanych przez
„łupaszkowców”. Zastępcą Zdzisława Badochy był sierżant
Olgierd Christa „Leszek”.
„Inka” chciała pomóc każdemu,
kto był ranny. Bandaże dawała także komunistom, milicjantom.
„Niech Bóg da zdrowie” szeptała. Nie widziała nigdy różnicy
pomiędzy ludźmi, uważała, że pomagając im, nie robi nic złego.
Nie przejmowała się nigdy zgryźliwymi komentarzami kolegów z
oddziału.
Partyzanci „Łupaszki” znaleźli
nowe bezpieczne miejsce w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich w
Gdańsku przy ulicy Wróblewskiego. Siostry polubiły Danusię. Hela
i Jadzia Mikołajewskie pochodziły z Wilna i nie było to ich
pierwsze zetknięcie z konspiracją. Młoda sanitariuszka zajmowała
się głównie zakupami medycznymi, uzupełnianiem braków w
ekwipunku sanitarnym, kupowała zastrzyki, lekarstwa, opatrunki.
Odwiedzała swoją młodszą siostrę, Irkę, w domu dziecka, brata
swojej mamy Brunona Tymińskiego, który studiował w Gdańsku.
20 lipca 1946 roku, w nocy, Danuta
Siedzikówna została zabrana do siedziby UB. Później komuniści
wrócili po siostry Mikołajewskie. Po latach ścigania UB złapało
sanitariuszkę „Łupaszki”. Było to dla nich wielkim sukcesem.
Umieszczona w pawilonie więzienia V w Gdańsku jako więzień
specjalny. Śledztwo kierował naczelnik Wydziału III WUBP w Gdańsku
Jan Wołkow i kierownik Wydziału Śledczego WUBP Józef Bik. Do
końca pozostała niezłomna. Bita, katowana, poniżana przez tych,
którym niegdyś krwawiącym podawała bandaże do opatrzenia ran.
Nieugięcie stała na straży honoru i wyzwolenia Ojczyzny, aż do
ofiary swojego życia. Im mocniej ją uderzano, tym mniej mówiła.
Do celi dziewczyny przychodziła Regina Mordas-Żylińska –
konspiratorka, zaufana łączniczka majora. Namawiała Danusię do
zeznań. Obiecywała „Ince” wolność za dostarczenie informacji
o oddziale „Łupaszki”. Regina była częścią „łupaszkowców”,
była stawiana za wzór młodszym dziewczynom w partyzantce. Została
aresztowana przez bezpiekę przed Danusią, to ona wydała adres
tymczasowego rezydowania oddziału przy ulicy Wróblewskiej. Wzór do
naśladowania namawiał teraz do współpracy z komunistami.
Danka zaczęła zeznawać. Myślała,
że nie robi nic złego. Przecież tak radziła jej koleżanka z
partyzantki – Regina. Na przesłuchaniu wymieniła wszystkich
znanych przez siebie żołnierzy: „Leszka”, „Makra”,
„Zbyszka”, „Ponurego”, „Mercedesa”, „Zabawę”,
„Czajkę”, „Gryfa”, „Mewę”. Powiedziała, jaką bronią
posługiwali się partyzanci, gdzie mieli konspiracyjne kontakty. Tej
samej nocy do celi „Inki” wpuszczono grupę obcych kobiet –
żony milicjantów i ubeków, których mężowie zginęli w walce z
żołnierzami podziemia. Dziewczynka została brutalnie pobita,
obdarta z ubrania i godności. Po wszystkim kobiety wyszły. W celi
Danki panowała cisza. „Inka” była pokryta jedynie strupami,
zadrapaniami i sińcami. Więzienna strażniczka – Sabina,
przyniosła jej ciepły koc i mokrą ścierkę do obmycia ran,
prosiła, by dziewczyna jeszcze trochę wytrzymała.
Trzeciego sierpnia 1946 roku sąd
nowej „demokratycznej” Polski wydał wyrok skazujący Danusię na
śmierć. Był pogwałceniem nawet komunistycznego prawa, ponieważ
miał zostać wykonany na osobie niepełnoletniej. „Inka”
odmówiła podpisania prośby do prezydenta o łaskę. Zrobił to za
nią obrońca z urzędu. Przed śmiercią przekazała Sabinie jedyny
gryps z więzienia skierowany do swojej rodziny. Spowiadał ją
Ksiądz Marian Prusak. Nie trwało to długo. Miała tylko
siedemnaście lat w dniu egzekucji. Ile grzechów może mieć
dziewczyna w tym wieku, która swoją młodość poświęciła, by
walczyć o wolną Polskę, w której teraz żyjemy?
Sprowadzono ją wraz z „Zagończykiem”
do ciemnej, betonowej piwnicy wypełnionej młodymi adeptami UB przed
ochotniczy pluton egzekucyjny. Danuta i Feliks mieli związane z
tyłu ręce. Nie zgodzili się na zawiązanie oczu. Prezydent nie
skorzystał z prawa łaski. „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia”
wykrzyknięto. „Niech żyje Polska” odpowiedzieli krzykiem
skazańcy w twarz komunistycznym mordercom. Padły strzały.
„Zagończyk” upadł. Danusia stała oszołomiona. Młodzi
ochotnicy plutonu egzekucyjnego nie potrafili wykonać wyroku na
siedemnastolatce. Ich dowódca wyjął swój pistolet i podszedł
gwałtownym krokiem do dziewczyny.
„Niech żyje major Łupaszko” - po
raz ostatni krzyknęła. Sześć dni przed przekroczeniem progu
pełnoletności.
Ponieważ żyła prawem wilka,
historia o niej głucho milczy. Nastolatka wyrwana z ramion
kochających rodziców, rzucona na żer, dziewczyna niezłomna. Bita,
poniżana, katowana, zabita w imię Polski. Smutno było jej umierać,
ale wiedziała, że zachowała się jak trzeba. Wszystko zaczęło
się w piątek. Dwa dni przed jedenastymi urodzinami Danusi. O 4:45.
Na Westerplatte.
„W
ubeckich piwnicach przestrzelone czaszki,
To śpiący rycerze majora Łupaszki.
Wieczna chwała zmarłym, hańba ich mordercom,
Tętno Polski bije w przestrzelonych sercach” ~”Rozstrzelana Armia”
To śpiący rycerze majora Łupaszki.
Wieczna chwała zmarłym, hańba ich mordercom,
Tętno Polski bije w przestrzelonych sercach” ~”Rozstrzelana Armia”
BIBLIOGRAFIA:
- Szymon Nowak „Dziewczyny Wyklęte” Fronda
Etykiety:
2014,
Danuta Siedzikówna,
esej,
Eugenia Siedzik,
Gdynianie,
Gestapo,
historia,
Inka,
konkurs,
Łupaszko,
Oddział Żelaznego,
Zdzisław Badocha,
żołnierze wyklęci,
żołnierzom wyklętym
sobota, 16 stycznia 2016
Profesorowie uczniom gotują ten los - czyli jak wygląda olimpiada historyczna
poniedziałek, 2 listopada 2015
Praca na olimpiadę historyczną 2014/15
Źródła i skutki europejskiej ekspansji kolonialnej w XIX wieku.
Kolonializm jest zjawiskiem historycznym, politycznym, a także
społecznym, jego głównym przejawem jest: opanowanie, utrzymanie kontroli
oraz eksploatacja słabszych krajów bądź obszarów, przez silniejsze
państwa. Ekspansją kolonialną nazywamy zaś sam proces zajmowania,
opanowywania przez silne państwa, tych słabszych. Państwo, które
posiadało kolonię nazywane jest metropolią. Początek kolonializmowi dała
epoka wielkich odkryć geograficznych, która zapoczątkowana została
przez chęć poznania, ekspansji oraz konieczność odnalezienia nowej drogi
do Indii po opanowaniu przez Turków Konstantynopola w 1453 roku.
Krzysztof Kolumb w roku 1492 odkrył Amerykę (choć on sam był pewien, że
odnalazł drugą drogę morską do Indii), wyprawy konkwistadorów
portugalskich i hiszpańskich doprowadziły do opanowania całej Ameryki
Środkowej i Południowej w końcu XV i XVIw., od XVIIw. Holendrzy i
Anglicy zaczęli opanowywać wschodnie wybrzeża Ameryki Północnej,
Francuzi penetrowali zaś tereny dzisiejszej Kanady, a żeglarze i kupcy
europejscy docierali do wybrzeży Afryki, Azji Środkowej i
Południowo-wschodniej oraz w późniejszych latach do Australii i Oceanii.
To właśnie te wielkie odkrycia geograficzne staną się podłożem do
ekspansji kolonialnej w XIX wieku. W dzisiejszych czasach mamy wiele
wielkich państw, które swoją potęgę kreowały przez setki lat i między
innymi, przy pomocy kolonii, które były ich źródłem taniej siły
roboczej, rynkiem zbytu oraz wielką kopalnią surowców mineralnych. Co
przyczyniło się do rozwoju kolonializmu w XIX wieku? Jakie państwo
posiadało najwięcej kolonii? Co pozostało po ekspansji kolonialnej oraz
jakie są jej następstwa? W mojej pracy będę się starała odpowiedzieć na
powyższe pytania dokładnie opisując źródła i skutki ekspansji
kolonialnej w XIX wieku.
Podboje
terytorialne w XIX wieku nie miałyby racji bytu, gdyby nie epoka
wielkich odkryć geograficznych. Pierwsze elementy zamorskiej ekspansji
Europejczyków miały miejsce już w starożytności (np. Grecy wypływali
poza Morze Egejskie w poszukiwaniu nowych ziem pod uprawę). Mao Zedong
określił kiedyś Europę, jako „Ten mały półwysep na Zachodzie”, w XIX
wieku dzięki ekspansji kolonialnej Europa, ten „mały półwysep” opanował
prawie cały świat, a po 1900 roku posiadłości kolonialne stanowiły ponad
połowę lądów kuli ziemskiej a ponad jedna trzecia ludności świata była w
zależności kolonialnej[1]. Źródła tego zjawiska są bardzo szerokie – od
poszukiwania nowych rynków zbytu po potrzeby strategiczne.
Prócz wielu wspólnych przyczyn kolonializmu warto wspomnieć o tym, iż
kraje miały także własne, odrębne powody dla których przeprowadzały
ekspansję. Hiszpanie zajmowali kraje które nie były chrześcijańskie, aby
je nawrócić, dlatego też zainteresowali się terenem Indii. Podbój
Ameryki miał im zapewnić zaś wielkie bogactwo, wierzono bowiem w
istnienie wielu indiańskich kopalni złota. Francja także przeprowadzała
ekspansję pod pretekstem nawracania na wiarę chrześcijańską. Szukali też
nowych rynków zbytu, więc posiadanie kolonii było dla nich bardzo
przydatne. Zarówno Francuzi jak i Hiszpanie bardzo chętnie osiedlali się
na podbitych terenach, które stanowiły dla nich szansę rozwoju kariery.
Francja i Hiszpania są bardzo podobne pod względem przyczyn kolonizacji
i bardzo różnią się od powodów kolonizowania przez Wielką Brytanię i
Holandię. Głównym powodem holenderskiej ekspansji kolonialnej była chęć
powiększenia swojego terytorium. Wielka Brytania nie chciała prowadzić
zamorskiego osadnictwa, lecz podbite regiony traktowała jako bazy
wojskowe, dlatego nie interesowała się regionami atrakcyjnymi pod
względem rolniczym, a raczej dobrymi punktami strategicznymi. Wielkim
zainteresowaniem cieszył też się handel z koloniami, co widzimy na
przykładzie Chin, gdzie sprzedawano brytyjskie opium.
Nie możemy pomijać także tego, że Europejczycy czuli się zobligowani do
ekspansji kolonialnej, do rozszerzania swojej nacji. Pisał o tym
Rudyard Kipling „Dźwigaj białych ludzi brzemię, / Wyślij swych synów
daleko, / Niechaj podbite plemiona / Otoczą troskliwą opieką; […] /
Dźwigaj białych ludzi brzemię, / Prowadź te wojny pokoju, / Ujarzmij
głód i choroby / W surowym zaciętym boju.”[2]. Wielu twórców porządku
kolonialnego wierzyło w to, iż zadaniem Europejczyków jest przynoszenie
innym ludom osiągnięć cywilizacji.
Także rewolucja przemysłowa zalicza się do ważniejszych źródeł ekspansji
kolonialnej XIX wieku ze względu na przełomowe udoskonalenia, rozwój
kolei oraz żeglugi morskiej. Wynalazek statku z napędem parowym R.
Fultona, budowa pierwszego pojazdu drogowego o napędzie spalinowym I. de
Rivaza oraz skonstruowanie pierwszego samochodu 4-kołowego z
szybkoobrotowym silnikiem benzynowym przez G. Daimlera przyczyniły się
do ułatwienia przemieszczania się i tym samym stały się nieodłączną
częścią podbojów terytorialnych.
Gospodarka europejska wciąż rosła, dlatego ciągle poszukiwane były nowe
rynki zbytu oraz surowce mineralne. Kolonie dostarczały także taniej
siły roboczej, która także stanowiła pożądany element. Nawiązując do
poprzedniego akapitu, ze względu na ciągłą rywalizację pomiędzy
mocarstwami, ważne były aspekty strategiczne, czyli konieczność dalszej
ekspansji w celu zabezpieczania już zdobytych terytoriów. Waga państwa
zależała od ilości posiadanych kolonii, które zapewniały możliwość
kariery dla przedsiębiorczych ludzi. Otwierały one bowiem możliwość
organizacji placówek handlowych, gospodarstw rolnych lub
przedsiębiorstw. Warto wspomnieć, że emigracja była bardzo atrakcyjna
dla Europejczyków ze względu na rozwijający się problem przeludnienia na
kontynencie europejskim.
W 1878 roku odbył się
Kongres berliński pod przewodnictwem Bismarcka. Uczestniczyły w nim
jedynie mocarstwa europejskie, czyli Niemcy, Francja, Turcja, Wielka
Brytania, Włochy oraz Austro-Węgry. Zostały podjęte na nim ważne
decyzje dotyczące kolonii, Rosja zrezygnowała z utworzenia Wielkiej
Bułgarii, Księstwo Bułgarii pomimo faktu pozostania pod zwierzchnictwem
Turcji uzyskało pełną autonomię, a niepodległość uzyska już za 30 lat!
Formalnie została uznana niepodległość Serbii, Czarnogóry i Rumunii. Co
ważniejsze kongres ten potwierdził rolę Niemiec na arenie
międzynarodowej, lecz konflikt między Rosją, a Austro-Węgrami uległ
znacznemu zaostrzeniu. Sojusz trzech cesarzy słabł coraz bardziej.
Zawiązało się też kilka traktatów. Niemcy zobligowały się do pomocy
Austro-Węgrom w razie wojny z Rosją, Rosji gwarantowały pomoc we
„wszystkich konfliktach” z wyjątkiem konfliktu z Austro-Węgrami, a Rosja
miała pomagać Niemcom z wyłączeniem konfliktu Niemiec z Francją. Mowa
była więc o pomocy w jedynie nieistniejących sporach[3].
Niestety
nie była to polityka dalekowzroczna. Francja wkrótce ogłosiła objęcie
protektoratu nad Tunisem, który spodziewały się zagarnąć Włochy. Po tym
wydarzeniu Włochy dołączyły do dwuprzymierza, które tym samym zostało
trójprzymierzem, i widać było, że jest ono typowo antyfrancuskie.
Wydarzenia toczyły się coraz szybciej po odsunięciu Bismarcka od władzy i
przejęciu sterów polityki zagranicznej przez młodego cesarza Wilhelma
II. Doszło do niespodziewanej koalicji Francji i Rosji – interesy
polityczne okazały się ważniejsze od ideowych różnic. Było to pierwsze
ogniwo przyszłego trójporozumienia. Źródłem takiej polityki zagranicznej
oraz konfliktów między mocarstwami były działania poza Europą, czyli
walka o kolonialny podział świata[4].
Rywalizacja o
kolonie w drugiej połowie XIX wieku przybrała ogromne rozmiary.
Szczególnie widać to na przykładzie Afryki, która do 1914 roku została
prawie całkowicie podzielona między Europejskie metropolie. Największe
terytoria na kontynencie afrykańskim należały do Wielkiej Brytanii,
zamierzała ona zbudować jednolity pas posiadłości wzdłuż osi
Kair-Kapsztad. Tanganika zostawała pod panowaniem niemieckim, Egipt,
pomimo formalnego zwierzchnictwa tureckiego, był państwem niepodległym.
Po otwarciu Kanału Sueskiego, który był zbudowany za francuskie
pieniądze, zainteresowanie tym kawałkiem Afryki wzrosło w Wielkiej
Brytanii. W 1882 roku wybuchły zamieszki zbrojne przeciwko władzy nowego
chedywa w Egipcie, co stworzyło sposobność dla Wielkiej Brytanii do
interwencji zbrojnej. Francja wycofała się i faktyczną władzę zaczął
sprawować rząd brytyjski. Gdy Wielka Brytania zajmowała się kolonizacją
terenów wschodnich w Afryce, Francja rozpoczęła budowę swojego imperium
na zachodzie[5].
Skutkiem ekspansji
były między innymi konflikty, wojny i ruchy niepodległościowo
wyzwoleńcze. Szczególnie widoczne jest to na kontynencie afrykańskim,
ponieważ, gdy Wielka Brytania budowała swoje imperium na wschodzie
Afryki, Francja zajmowała Afrykę Zachodnią, dążąc do utworzenia pasa
posiadłości od Atlantyku do Morza Czerwonego co musiała doprowadzić do
starcia z Wielką Brytanią. Konflikt zaostrzył się w 1898 roku, gdy na
terenie Sudanu spotkały się wojska francuskie pod dowództwem Jeana
Marchanda z angielskimi prowadzonymi przez Horatio Kitchenera. Podczas
gdy koło siebie zawisły dwie flagi do Londynu i Paryża zostały wysłane
depesze z pytaniem: „Kto ma ustąpić?”. Ostatecznie konflikt faszodański
przerodził się w kompromis, ze względu na ustąpienie wojsk francuskich,
który stał się podstawą przyszłego porozumienia
francusko-brytyjskiego[6].
W Chinach
doszło do trzech wojen opiumowych. Pierwsza z nich toczyła się pomiędzy
Wielką Brytanią, a chińską dynastią Qing. Kolonizatorzy domagali się
swobody handlu opium na terenie Chin, co nie podobało się władzy
chińskiej ze względu na rosnące uzależnienie od tej używki. Wojna ta
została zakończona klęską Chin, podpisano traktat w Nankinie, który
obligował to państwo do otwarcia dla handlu kolonialnego większej liczby
portów oraz oddania Brytyjczykom wyspy Hongkong[7].
Powstanie Mahdiego miało miejsce w Sudanie, było to zbrojne powstanie
derwiszów przeciwko Wielkiej Brytanii i Egiptowi w latach 1881-1899.
Rozruchy miały miejsce już od roku 1878, kiedy w Egipcie powstał nowy
rząd w którego skład wchodzili głównie Europejczycy oraz politycy blisko
współpracujący z europejskimi kołami finansowymi.
Skutkiem zauważalnym do dziś jest wzrost potęgi Wielkiej Brytanii,
która na początku XX wieku dzięki ekspansji kolonialnej kontrolowała
ponad 24% terenów lądowych na świecie. Dzięki protektoratowi Wielkiej
Brytanii wiele obszarów zostało uchronionych przed grabieżą i
niesprawiedliwością i dostało niepowtarzalną szansę rozwoju[8].
Dzięki ekspansji kolonialnej XIX wieku coraz większe rejony świata
zostały włączone w procesy gospodarcze nowego typu, rozpoczęła się
ogólnoświatowa industrializacja. Wzrost wymiany handlowej, przepływ
kapitałów oraz migracja ludności to jedne z ważniejszych zmian
gospodarczych. Industrializacja krajów zachodnich stwarzała dla reszty
świata ogromne możliwości – rozwój stosunków handlowych,
unowocześnienie, a w dalszej drodze usamodzielnienie. Posiadanie kolonii
w XIX wieku było bardzo dochodowe oraz przydatne nie tylko ze względów
handlowych. O zaletach kolonizacji i posiadaniu terytoriów zależnych
pisał Perre P. Leroy-Beaulieu, uważał, że ofiarują one wolnym klasom i
wyższej warstwie klasy robotniczej metropolii rynek zbytu oraz stanowią
idealne miejsce kariery dla kolonizatorów[9].
Skutkiem kolonializmu europejskiego było także zakłócenie rozwoju
terenów Afryki i Azji. Przez wojny, konflikty i walki kolonizatorów
kontynenty te nie są tak silne jak Europa, czy Ameryka. Jest to skutkiem
tego, iż europejscy kolonizatorzy siłą zmieniali kulturę, religię i
ustroje polityczne swoich kolonii. Afryka została prawie dosłownie
rozerwana na małe, wrogie sobie, części przez Wielką Brytanię, Francję,
Włochy, Turcję, Portugalię i Rosję. Przez nowe porządki kolonizatorów
rozwój Afryki i Azji był zatrzymany. Miały one rozwijać się jedynie w
tym kierunku, który został im wskazany. Jakiekolwiek odchylenia od
ustalonych przez kolonizatorów zasad były surowo karane, a wszelkiego
rodzaju rozruchy tłumione. Po zakończeniu epoki kolonialnej gospodarka
nowych krajów była zbyt słaba, aby funkcjonować samodzielnie. Dorobek
społeczeństw sprzed epoki kolonialnej został zaprzepaszczony. Przez
agresywną kolonizację Afryka i Azja są pełne konfliktów, z niepewną
przyszłością i kryzysem ekonomicznym. Dziś możemy tylko przypuszczać o
ile lepsza byłaby sytuacja tych kontynentów gdyby nie kolonizacja.
Przez kolonializm powstały również arbitralne granice. Skutkiem tych
sztucznych granic było utrwalenie oraz pogłębienie antagonizmów pomiędzy
różnymi grupami etnicznymi, które pomimo wcześniejszego konkurowania ze
sobą znalazły się w okresie kolonialnym w granicach tych samych
jednostek terytorialnych. Prócz sztucznego łączenia, grupy etniczne
zostały także rozdzielone. Nawet w wyniku dekolonizacji kraje
afrykańskie otrzymały sztuczne granice wyznaczone kilkadziesiąt lat temu
przez potęgi europejskie. Do dziś prowadzi to do konfliktów i wojen na
kontynencie afrykańskim i jest to jedna z ważnych barier dla integracji
regionalnej. Do dnia dzisiejszego w Afryce trwa konflikt między
plemionami Tutsi i Hutu, co w 1994 roku doprowadziło do ludobójstwa w
Rwandzie.
Dzięki powiązaniu krajów
kolonizowanych z europejskimi kolonizatorami skutkowało to wciągnięciem
kolonii w międzynarodową wymianę handlową. Nowe technologie i
rozwiązania organizacyjno-produkcyjne zaczęły napływać do Afryki, Azji i
Ameryki. Niektóre kraje południa mogły poszczycić się powstaniem
przemysłu. Wykształciło to także dużą część elit intelektualnych krajów
Południa, co jest przeciwwagą dla negatywnych skutków kolonializmu.
W
posiadanych koloniach metropolie musiały sprawować władzę. Można
wyróżnić kilka systemów kontroli i sprawowania władzy w kolonii. Kraje,
gdzie w większości mieszkali Europejczycy, czyli Kanada, Australia, Nowa
Zelandia, uzyskały całkowitą autonomię, czyli dużą niezależność od
metropolii. W Egipcie od 1878 roku władze angielskie powoli wprowadzały
protektorat. Głową państwa był miejscowy władca, chedyw posiadający
swoją armię, ale ważne decyzje podejmowali europejscy doradcy, bądź
politycy silnie współpracujący z europejskimi kołami finansowymi,
wchodzili oni w skład nowo utworzonego rządu. Bezpośrednie rządy
kolonialne panowały w latach 1858-1947 w Indiach. Rządy były sprawowane
przez rząd brytyjski z gubernatorami generalnymi i wicekrólami Indii,
którzy byli głową angielskiej administracji. W roku 1877 odbyła się
koronacja królowej Wiktorii na cesarzową Indii[10].
Ekspansja miała wiele pozytywnych następstw, jak ogólnoświatowa
industrializacja, rozwój intelektualny i kulturalny, wzrost nowych
potęg, umocnienie pozycji na świecie Wielkiej Brytanii i Niemiec,
powstanie nowych państw oraz dynamiczny rozwój handlu. Mimo to ważne są
także te negatywne skutki. Biali kolonizatorzy byli ogniwem zapalnym w
rozwoju handlu niewolnikami, potęga imperiów budowana była przez
zabijanie słabiej uzbrojonych, okradanie ich krajów oraz pogwałcenie
praw człowieka i ogólnej przyzwoitości. Kolonializm doprowadził do
rasizmu, ksenofobii, rosnącej nietolerancji oraz dyskryminacji rasowej,
czego doświadczyły głównie osoby żyjące na kontynentach Afryki i Azji.
Mieszkańcy tych terenów nadal doznają dyskryminacji wynikającej z
powyższych zjawisk.
Podsumowując:
kolonializm XIX-wieczny zrodził się z potrzeb strategicznych, handlowych
oraz chęci ekspansji i budowania potęgi nowych imperiów. Niestety ten
trend powstały z pragnienia rozwoju częściowo przerodził się w działania
przesycone nienawiścią i nietolerancją wobec innych ras. Nie można
jednoznacznie stwierdzić czy kolonializm był dobry, czy zły. Na pewno
był krokiem wprzód dzięki któremu ludzie dostali ogromną szansę rozwoju
zarówno intelektualnego jak i przemysłowego. Dzięki ekspansji
kolonialnej zachód jest dziś wciąż potęgą, znamy dokładnie wnętrze
Afryki oraz ciągle udoskonalamy handel morski. Uważam, że wszystkie cele
XIX-wiecznych kolonizatorów zostały spełnione, co widać w skutkach
ekspansji kolonialnej.
Przypisy
[1] - Anna Radziwiłł, Wojciech Roszkowski, PWN, „Historia 1871-1939” 1998r., s.51.
[2] – Anna Radziwiłł, Wojciech Roszkowski, PWN, „Historia 1871-1939” 1998r., s.52.
[3] ; [4] – A.Chwalba „Historia powszechna. Wiek XIX” 2009r., s.400-406.
[5] - praca zbiorowa pod redakcją naukową Andrzeja Bartnickiego „Zarys dziejów Afryki i Azji” 2000r., s.7-19.
[6] - praca zbiorowa pod redakcją naukową Andrzeja Bartnickiego „Zarys dziejów Afryki i Azji” 2000r., s.38-44.
[7] - biblioteka Gazety Wyborczej, tom17, „Historia powszechna. Wiek Imperializmu” 2008r.
s.144-147.
[8] - Niall Ferguson, „Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat”, 2003r., s.7-8
[9] - W opracowaniu Melanii Sobańskiej-Bondaruk, Stanisława Bogusława Lenarda, PWN „Wiek XIX w źródłach” 1998r., s.301-302.
[10] - J.Brown Oxford Univeristy Press The Oxford History of the British Empire Volume IV. „The Twentieth Century” 2001r.,s.5-7.
Bibliografia:
-
„Historia powszechna. Wiek Imperializmu” biblioteka Gazety Wyborczej, tom17, 2008r.
-
„Wiek XIX w źródłach” w opracowaniu Melanii Sobańskiej-Bondaruk, Stanisława Bogusława Lenarda, PWN 1998r.
-
„Historia 1871-1939”, Anna Radziwiłł Wojciech Roszkowski PWN 1998r.
-
„Poznajemy przeszłość od XVIII wieku do 1939 roku” SOP 2003r. .
-
„Zarys dziejów Afryki i Azji” praca zbiorowa pod redakcją naukową Andrzeja Bartnickiego 2000r.
-
„Imperium. Jak Wielka Brytania zbudowała nowoczesny świat”, Niall Ferguson, 2003r.
-
„The Twentieth Century” The Oxford History of the British Empire Volume IV. J.Brown Oxford Univeristy Press 2001r.
-
„Historia powszechna. Wiek XIX” A.Chwalba 2009.
-
„History 2 .Zofia” T. Kozłowska, Irena Unger, Piotr Unger, Stanisław Zając, translated by Małgorzata Neckowicz, Bożena Wojtkowiak „Discovering History”2008r.
-
.http://www.kapuscinski.info/wywiady/75,idi-amin-dada-i-dyktatury-afrykanskie.html
-
http://www.oxfam.org.uk/resources/downloads/FP2P/FP2P_Brazil_Inequality_Poverty_BP_ENGLISH.pdf
Ta praca zapewniła mi promocję do kolejnego etapu olimpiady.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
